Prawdopodobnie ostatni wywiad z Carlosem Castanedą 03/08/97
9 sie 2007 napisał Piotr
To jest ktoś, kogo oczekujesz!
By:
Thomas Ropp, Arizona Republic, 3 Sierpnia 1997
*
Los Angeles
Bardzo chciałem spytać go o wszystko. “Jestem twoim więźniem,” powiedział Carlos Castaneda. Rozmawialiśmy o krukach. Szczególnie chciałem wiedzieć jak można opisać kruka, który tak naprawdę wcale nie był krukiem. “Patrzysz na jego energię,” powiedział Castaneda. “Kruk, który jest czarownikiem, jarzy się bursztynową poświatą.” Nie powiedział mi czemu kolor zwyczajnego kruka miałby się jarzyć. Ale wtedy, to i tak nie miało znaczenia, bo przecież i tak nie widzę czystej energii. Castaneda powiedział, że robi to od wielu już lat. Zaczął widzieć ludzi jako formy energii, lub “świetliste jajka”, w barze samoobsługowym UCLA gdy pracował nad swym doktoratem z antropologii jakieś 30 lat temu.
To jest jak mój lunch, Carlos Castaneda rozpoczął. Był to czwartek godzina 14. Spotkaliśmy się w Kubańskiej restauracji blisko Zachodniego Hollywood. Do ostatniej chwili nie wiedziałem gdzie spotykam Castanede. Jego sztab poinformował mnie, że Castaneda zawsze tak robi. On odczytuje energię, by określić miejsca spotkania, oraz wiele innych spraw.
“Wszystko, co wiemy jest interpretacją energii,” powiedział Castaneda. Przez dłuższy czas obawiałem się, że będę musiał szukać Castanede w L. A. bez żadnych wskazówek, jako próbę mej nieugiętej intencji i być godnym rozmawiać z tą zagadkową i kultową legendą, autorem dziewięciu bestsellerów, włączając w to klasyczne już * Nauki don Juana.*
Tak, byliśmy tam, jedynymi świetlistymi jajkami jedzącymi lunch. W moim najlepszym Hiszpańskim, zamówiłem *moros y cristianos* (jak Kubańczycy określają biały ryż i czarną fasole) *y tostones* (smażone banany). On popatrzył znad swego menu i w doskonałym Angielskim zamówił: “Numer 12.” (Stek i ziemniaki.)
Czułem się *muy estupido.*
Wywiad ten, przydarzył się z okazji warsztatów Tensegrity Carlosa Castanedy, które mają się odbyć w Phoenix w następny weekend. Zostałem poinformowany przez jego ludzi, że musiałbym lecieć do L. A., ponieważ Castaneda nie udziela wywiadów przez telefon. Faktycznie, on rzadko w ogóle udziela wywiadów. Minęły całe dekady bez najmniejszego śladu Castanedy. Czasami pojawia się na powierzchni. Wykład tu, wykład tam, ale zawsze znów gdzieś znika. Przeczytałem jego wszystkie dziewięć książek (kilka razy) i uczestniczyłem w wspólnym zainteresowaniu antropologią, metafizyką, a szczególnie w mistycyzmem Yaqui, mój punkt scalający z Castanedą jako centrum mej percepcji, był całkowicie rozedrgany z powodu tej rzadkiej okazji.
Jednakże, zostałem powiadomiony, że zostały zmienione reguły, obejmujące zakaz robienia zdjęć i używania magnetofonu. Dostałem pozwolenie, by używać laptopa, ale z opcją tylko do *słuchania* i *zapamiętywania* (ale zdobyłem chociaż kilka notatek, zapisanych na ślepo pod stołem na notatniku reportera).
W retrospektywnym spojrzeniu i w tradycji szamańskiej synchroniczności, przypuszczam, że lunch ten, nie był tak naprawdę przypadkowy. Dokładnie dwa tygodnie przed wywiadem wspomniałem komuś, a było to dość zaskakujące, że moja ścieżka nie przecięła się jeszcze do tej pory z Carlosem Castanedą.
I wtedy był ten kruk/majaczenie/wycie/wrzask w delirium. (And then there was this raven.)
Na kilka dni przed tym jak dowiedziałem się, że przeprowadzę ten wywiad, obudziłem się o szóstej rano przez coraz głośniejsze krakanie – krakanie – krakanie, największego kruka jakiego miałem okazje kiedykolwiek widzieć. To usiadło na czubku łodygi juki (soaptree) na zewnątrz mego patio. Jego krakanie było tak głośne, że echo odbiwszy się od pobliskich gór, tworzyło efekt podobny do grzmotów. Zbliżyłem się do ptaka, ale to wcale nie okazywało strachu. To spojrzało na mnie jeden raz, skupiając totalnie swą uwagę, potem powróciło do napełniania powietrza wokalizacją. Tylko na moment spuściłem z oka tego ptaka, by sprawdzić jak moje koty zareagowały. Kiedy znów spojrzałem na kruka, on zniknął.
Castaneda zainteresował się moją kruczą historią, ale nie zaoferował żadnego wyjaśnienia. Kruki i wrony, każdy przecież wie, że wszystkie wędrowne kształty są popularną formą podróży w obu Amerykach.
Stosunkowo mało wiemy o Castanedzie. Nie-uwydatnianie siebie i wymazywanie osobistej historii stanowi drogę linii jasnowidzących, wypracowaną przez wojowników prawdziwej wiedzy. Tłumaczy to również, dlaczego zdjęcia i nagrywanie głosu są zabronione.
“Nie ma niczego z Carlosa Castanedy,” powiedział. “Osobowość jest stwarzaniem pozorów. Sława? Sukces? Kto daje (brak wyrazu w zdaniu)? (expletive) Jeżeli nie bylibyśmy tak uwikłani w sobie, nie robilibyśmy sobie wzajemnie takich barbarzyńskich rzeczy.”
Jeszcze, są jakieś zapisy, ale Castaneda nie pozwalał sobie na wślizgiwanie się w jego osobiste sprawy, teraz i wtedy. Pozornie Castaneda urodził się około 70 lat temu w Peru i został wychowany przez hedonistycznego dziadka. Ale spędził większość swego życia w Los Angeles. Ukończył studia w Hollywood High School i otrzymał jego Ph. D. w antropologii od UCLA. Przez krótki czas, uczył antropologii na Kalifornijskim Uniwersytecie Irvine.
Castaneda nie wyróżnia się w tłumie. Faktycznie, ty prawdopodobnie nawet nie dostrzegłbyś go w tłumie. On jest zdrobniały, nie wyższy niż 5 stóp i prawdopodobnie mniej niż 90 funtów. Jego aktualne włosy są głównie szare i wyszczotkowane do przodu. Lubi żartować o tym jak ludzie opisywali go, że wygląda jak czyjś ogrodnik, albo szofer, lub Meksykański kelner. Pisarz z L. A. Bruce Wagner, który pewnego razu spytał Castanede, o to jak powinien go opisać aby zrobić wrażenie. Castaneda zasugerował: Lee Marvin.
Siedzi naprzeciwko mnie, ubrany w bursztynową zapinaną koszulkę z krótkim rękawem, spodnie koloru khaki, włosy w nieładzie, przypomina mi obrazoburczego profesora na emeryturze, profesora *nie-działania,* jedzącego lunch. Oprócz tego profesora, on ma jedno oko czarownika, lewe, chwyta twoją świadomość z niewyobrażalną siłą.
Ale wszystkie te opisy są zwodnicze i kruche. Castaneda nie ma jednego spojrzenia. On ma ich dużo. Jego zmiany pojawiają się swobodnie wraz z jego zmiennymi nastrojami. Tak jak jego nauczyciele don Juan i don Genaro, śmieje się, przeklina, robi nieziemskie głosy, wyolbrzymił dźwięk cmokania swymi wargami. Nagle obraca się gwałtownie, by przekonywująco i elokwentnie wylać swe myśli o naturze rzeczy.
Castaneda jest złożony. Spodziewałem się tego. Czasami on mówi w innym języku. Tego także się spodziewałem. Jest niemożliwością dla większości z świetlistych jaj, by zrozumieć wszystkie idee. Don Juan powiedział, że nie rozumiemy niczego, w każdym razie, prawdziwa wiedza nie jest osiągalna przez nasze umysły.
Nie oczekiwałem u Castanedy tak ogromnego poczucia humoru. “Musimy śmiać się, by zachować w sobie równowagę,” powiedział.
Opowiedział mi historie, które nie mogą zostać powtórzone w tej publikacji. Wierzę, że utrzymywał je na bieżących tylko wydarzeniach. Szczególnie interesował się historią specjalisty od płodności Cecilem Jacobsonem, który jest teraz w więzieniu za używanie własnej spermy do zapłodnienia aż 70 swych pacjentek.
Nie było żadnej dyskusji o pejotlu, albo Mescalito i małym dymku, ale on zilustrował dla mnie na serwetce jak odciąć szczyt kaktusa i odzyskać jego sok.
“Pijesz tylko odrobinę, dla odmłodzenia,” powiedział Castaneda i cmoknął wargami z aprobatą.
Arizona jest szczególnie wybitna w sadze Castanedy. Spotkał don Juana w Nogales, Arizona i spędził dużo czasu w naszym stanie podczas swego terminowania, a nawet później. Oczy Castanedy stały się wilgotne gdy przywołał z powrotem lata spędzone w Arizonie.
“Arizona jest magicznym miejscem,” powiedział Castaneda. “Pustynia Sonora ma specyficzne połączenie.” Powiedział, że nie mógłby wrócić do Arizony, ponieważ przynosi to zbyt wiele silnych i przejmujących wspomnień.
“Wojownik wie, że wszystko to co widzi, nie będzie widział już ponownie,” powiedział. “Na serio, zapłakałbym. Potrzebuję całość mej siły.”
*Jesteśmy całkiem sami*
Castaneda nie polubił swego steku. Powiedział, że śmierdział jak ekskrement. Odprawił go i wtedy przeskoczył do innej myśli: “Wszechświat jest nieprzewidywalny i nie ma znaczenia co mówią naukowcy,” powiedział.
To jest temat, który twardo akcentuje, że tak naprawdę jesteśmy całkiem samotni. “Bóg nie kocha cię, wierz mi.”
Problem, Castaneda podkreśla, że tak jesteśmy złapani w pułapkę w naszym własnym ego, że nigdy nie widzimy dużego obrazu istnienia. My nie jesteśmy jednostkami otoczonymi przez inne jednostki, albo domy, albo centra handlowe.
“Jesteśmy osobami otoczonymi dookoła przez *nieskończoność.* Castaneda wciąż jest wymijający jak spędza swój dzień, ale nadal pisze. W przyszłym roku Simon & Schuster wyda na 30-rocznice jubileuszową edycje *Nauk don Juana: Yaqui Droga Wiedzy,* z nową przedmową Castanedy. Będzie też nowa książka, w następnym roku wydana zostanie przez Harper Collins: *Magiczne Kroki: Praktyczna Wiedza Szamanów Starożytnego Meksyku.* Castaneda kompletuje też, to co określił swą “ostatnią książką,” z roboczym tytułem: *Aktywna Strona Nieskończoności.*
“Myślę, że nie mogę napisać już więcej,” powiedział Castaneda. “Wszechświat jest drapieżny. Wywołuje to głębokie fale smutku, które wracają potem do mnie. Ten egzystencjonalny smutek, widzisz to przychodzi i wtedy czujesz jak to góruje nad tobą.”
Nawet ścieżka z sercem nie jest już żadnym rozwiązaniem. Castaneda nie może być z nami dłużej. Powiedział swemu sztabowi wszystko co mógł. “Ale on nie umrze fizyczną śmiercią,” powiedziała mi instruktor Tensegrity “szperacz energii” Kylie Lundahl. “On zniknie w taki sposób jak zrobił to don Juan. On wie, że nie ma już zbyt dużo czasu zanim to się zdarzy.”
Celem linii don Juana i meksykańskich jasnowidzących, było coś co oni nazywają “abstrakcyjnym lotem, czyli zniknięciem z całością swej istoty w nieskończoności” – zniknięcie wraz z butami, jak to określają. Nauczyciel Castanedy, don Juan i jego grupa przypuszczalnie zrobili to w 1973 roku.
Ale Castaneda może mieć z tym pewien problem. Można to wyczuć czytając jego późniejsze książki, oraz wynika to z osobistej rozmowy, że coś jest nie tak, że Lee Marvin jest przestraszony.
Zanim don Juan Matus pozostawił ten świat, wyjaśnił Castanedzie i innym swym uczniom, że ta starożytna linia meksykańskich jasnowidzów kończy się z Castanedą, ostatnim *nagualem.* Coś w konfiguracji energii jasnowidzów pozostało w tyle i nie było to sprzyjające by kontynuować linię. Tak, w gruncie rzeczy, Castaneda i jego grupa pozostali z zadaniem “doprowadzenia do zamknięcia” tej linii.
Czy jest możliwe, że Castaneda, jak E.T., osiadł na mieliźnie w tym świecie? Czy jest coś, co don Juan nie przekazał mu w całości o gromadzeniu wystarczającej osobistej energii do wykonania abstrakcyjnego lotu?
Podczas naszego lunchu, który trwał prawie trzy godziny, nie mogłem uwolnić się nawet na chwilkę od jego lewego oka i zastanowić się nad tym co on widział wypromieniowane z mojego ciała energetycznego, bez żartów, było to pewnie coś paskudnego i różowego z przodu od całych tych lat picia dietetycznej coli i żucia gumy bez cukru.
Zastanowiłem się też, czy on wiedział więcej o tym kruku niż przekazał. Powiedzieliśmy sobie nasze good-byes na parkingu restauracji. Powiedział, że polubił mnie i ucieszył się z naszej rozmowy. Powiedziałem: * Somos monos extranos.* Jesteśmy dziwnymi małpami.
Uśmiechnął się, ale nic nie odpowiedział. Nie potrzebował. Na chwilę drapieżny wszechświat Castanedy, zaczepił mnie jedną z swych fal smutku, przypomniałem sobie to co powiedział mi o wojowniku, że on wie, iż wszystko to co widzi – już nie będzie widział ponownie.
Zrobiłem kilka kroków do mojego wynajętego samochodu, zastanawiając się czy Castaneda rzeczywiście połączy się z nimi w swym abstrakcyjnym locie. Miałem szczerą nadzieję że tak.
Kiedy oglądnąłem się za siebie, Castaneda, jak kruk, zniknął.
Przekład: Piotr Farenheid
“This Is The One You Have Been Waiting For!”
Article by Thomas Ropp, The Arizona Republic, 3 August 1997
Los Angeles
I could have asked him anything. “I am your prisoner,” Carlos Castaneda said. We talked about ravens. I specifically wanted to know how one could tell when a raven wasn’t really a raven. “You look at its energy,” Castaneda said. “A raven that’s a sorcerer glows amber.” He didn’t tell me what color a regular raven glowed. But then, it wouldn’t have mattered anyway since I don’t see pure energy.Castaneda does, says he has for many years. He began seeing humans as energy forms, or “luminous eggs,” in the cafeteria of UCLA when he was working on his doctorate in anthropology some 30 years ago.
That’s how my lunch with Carlos Castaneda began. It was a Thursday, 2 p.m. We met at a Cuban restaurant near West Hollywood. I didn’t know till the last moment where I’d be meeting Castaneda. His staff said that’s how Castaneda does it. He reads energy to determine meeting locations and most other matters.
“Everything that we know is an interpretation of energy,” Castaneda said. For the longest time I feared I’d have to find Castaneda in L.A. without directions as a test of my unbending intent and worthiness to speak to the enigmatic cult legend and author of nine bestsellers, including his classic *The Teachings of don Juan: A Yaqui Way of Knowledge.*
So there we were, just two luminous eggs having lunch. In my best Spanish I ordered *moros y cristianos* (what Cubans call white rice and black beans) *y tostones* (fried plantains). He looked up from his menu and in perfect English ordered: “Number 12.” Steak and potatoes.
I felt *muy estupido.*
The interview came about because of Castaneda’s Tensegrity workshop, which is coming to Phoenix next weekend. I was told by his people that I would have to fly to L.A. because Castaneda does not do interviews over the phone. In fact he rarely does interviews at all. Whole decades have passed without a glimpse of Castaneda. Then he’d surface. A lecture here. A lecture there. Only to disappear again . Having read all nine of his books (several times) and sharing a common interest in cultural anthropology, metaphysics and, especially, Yaqui mysticism, my assemblage point-a Castaneda term for perception center-was all aquiver at this rare opportunity.
However, I was told there were ground rules, including no photos and no tape recorder. I was allowed to use a laptop, but opted to just listen and *remember* (although I did take a few notes blindly under the table on a reporter’s notebook).
In retrospect, and in the tradition of shaman synchronicity, I suppose this lunch wasn’t really an accident at all, Just two weeks before the interview I had mentioned to someone that I was surprised my path had not yet crossed Carlos Castaneda’s.
And then there was this raven.
Several days before I learned of the interview, I was awakened at six in the morning by the booming caw-caw-caw of the largest raven I had ever seen. It was sitting on the top stalk of a soaptree yucca outside my screened patio. Its call was so loud that the echoes reverberated off nearby mountains, creating an effect similar to thunder. I approached the bird but it was not afraid. It looked at me once then focused its total attention back to filling the air with vocalizations. I took my eye off the bird for only a moment to see how my cats were reacting. When I looked up the raven had disappeared.
Castaneda was interested in my raven story, but he didn’t offer an explanation. Ravens and crows, as all shape shifters know, are popular forms of travel in the Americas.
Relatively little is known about Castaneda. De-emphasizing self and erasing personal history is the way Castaneda’s line of seers has evolved into warriors of true knowledge. It’s also why photos and voice imprints are prohibited.
“There is nothing to Carlos Castaneda,” he said. “Personality is a pretense. Fame? Success? Who gives a (expletive)? If we weren’t so involved in ourselves, we wouldn’t do such barbaric things to ourselves.”
Yet, there are some records, and Castaneda himself lets slip a personal fillip now and then. Apparently Castaneda was born around 70 years ago in Peru and was reared by a hedonistic grandfather. But he has spent most of his life in Los Angeles. He graduated from Hollywood High School and received his Ph.D. in anthropology from UCLA. For a brief time, he taught cultural anthropology at the University of California-Irvine.
Castaneda does not stand out in a crowd. In fact, you probably wouldn’t even see him in a crowd. He’s diminutive, not much taller than 5 feet and probably less than 90 pounds. His substantial hair is mostly gray and brushed forward. He likes to joke about how people have described him as looking like someone’s gardener or chauffeur or a Mexican waiter. L.A. writer Bruce Wagner once asked Castaneda how he should describe what he looks like. Castaneda suggested Lee Marvin.
Sitting across from me, dressed in an amber, short-sleeve buttoned shirt and khaki pants, hair mussed, he reminded me of an iconoclastic professor retired, the professor of *not doing,* doing lunch. Except this professor has the eye of the sorcerer, the left one, that grabs at your awareness with unimaginable force.
But all the descriptions are deceptive and fragile. Castaneda doesn’t have one look. He has many. His appearance changes with his moods, which shuffle easily. Like his teachers don Juan and don Genero, he laughs, he curses, he makes unearthly voices and exaggerated smacking sounds with his lips. Then he turns fierce as he cogently and eloquently pours out his thoughts on the nature of things.
Castaneda is complex, I expected that. At times he talks in a different language. I expected that, too. It’s impossible for most of us luminous eggs to understand all the ideas. Don Juan said that we understand nothing anyway, and that true knowledge is not accomplished through our intellects.
I didn’t expect Castaneda’s immense humor. “We must laugh to balance us,” he said.
He told stories, that cannot be repeated in this publication. I believe he keeps up on current events. He was especially interested in the story of Virginia fertility specialist Cecil Jacobson, who is now in prison for using his own semen to impregnate up to 70 of his patients.
There was no discussion of peyote or Mescalito or little smoke, but he did illustrate for me on a napkin how to cut off the top of a barrel cactus and recover its juice.
“You drink just a little for rejuvenation,” Castaneda said, and smacked his lips approvingly.
Arizona is particularly prominent in the Castaneda saga. He met Don Juan in Nogales, Ariz., and spent much time in our state during his apprenticeship and even later. Castaneda’s eyes became moist when he recalled the Arizona years.
“Arizona is a magical place,” Castaneda said. “The Sonoran Desert has a specific confluence.” He said he could not go back to Arizona because it brings back too many strong and poignant memories.
“A warrior knows whatever he sees he will not see again,” Castaneda said. “I would seriously weep. I need all my strength.
*We are all alone*
Castaneda didn’t like his steak. He said it smelled like excrement. He dismissed it, then plowed on to another thought: “The universe is not predictable no matter what scientists tell you,” Castaneda said.
It’s a theme he hits hard upon, and that we are truly all alone. “God doesn’t love, you, believe me. The problem, Castaneda insists, is that we’re so trapped in our own egos, we never see the bigger picture of existence. We are not individuals surrounded by other individuals or houses or shopping malls.
“We are individuals surrounded by *infinity.* Castaneda is vague on how he spends his day, but he still writes. Next year Simon & Schuster will issue a 30th-anniversary edition of *The Teachings of Don Juan A Yaqui Way of Knowledge,* with a new foreword by Castaneda. There will also be a new book next year published by HarperCollins, *Magical Passes: The Practical Wisdom of the Shamans of Ancient Mexico.* Castaneda has also completed what he calls his “last book” with the working title *The Active Side of Infinity.*
“I don’t think I can write anymore,” Castaneda said. “The universe is predatorial. It produces profound waves of sadness that are homing in on me. This ontological sadness, you see it coming, then you feel it on top of you.”
Even the path with heart is no cakewalk. Castaneda may not be with us much longer. He has told his staff as much. “But he won’t die a physical death,” said Tensegrity instructor or “energy tracker” Kylie Lundahl. “He will disappear the way Don Juan did. He knows there isn’t much time left before that happens.”
The goal of don Juan’s line of Mexican seers has been to complete what they call the “abstract flight,” to “evanesce with the totality of their beings” into infinity-disappear with their boots on, so to speak. Castaneda’s teacher don Juan and his party are supposed to have done this in 1973.
But Castaneda may have a problem in this regard. One gets the feeling from reading his later books and from personal conversation that something is wrong, and that Lee Marvin is scared.
Before he left this world don Juan Matus made it clear to Castaneda and his other apprentices that this line of Mexican seers of antiquity would end with Castaneda, the last *nagual.* Something in the energy configuration of the seers left behind was not propitious to continue the line. So, in essence, Castaneda and his party were left with the task of “closing out” the line.
Is it possible that Castaneda, like E.T., has been stranded in this world? Is there something don Juan neglected to tell him about storing enough personal energy for the abstract flight?
During our lunch, which lasted nearly three hours, I couldn’t help but disengage myself occasionally from his left eye and wonder what he saw irradiating from my energy body-no doubt something nasty and pink front all the years of loading up on diet colas and sugar-free gum.
I also wondered whether he knew more about that raven than he was letting on. We said our good-byes in the restaurant’s parking lot. He said he liked me and enjoyed our conversation. I said: *Somos monos extranos.* We are strange apes.
He smiled, but didn’t answer. He didn’t need to. For a moment Castaneda’s predatorial universe hooked me with one of its waves of sadness as I remembered what he had said about a warrior knowing whatever he sees he will not see again.
I took a few steps toward my rental car, wondering whether Castaneda would indeed make that connection with his abstract flight. I sincerely hoped so.
When I looked back, Castaneda, like the raven, had vanished.
* Luminous Encounter: Elusive Castaneda remains complex man
* Ordinary ‘egg’ catches up with literary sorcerer Carlos Castaneda
Wczytuje ...
my raven flew away to the west
sq6gtq