Zasubskrybuj
Wpisy
Komentarze

Podróż w Nieznane

Wejście do świata, w którym niewyobrażalne postrzeganie jest codziennym fenomenem.

Od redakcji `Nieznanego Świata`:

Drukujemy wielokrotnie przez nas zapo­wiadany wywiad, jakiego Carlos Castaneda, po latach milczenia, udzielił w lis­topadzie 1994 r. hiszpańskiemu czaso­pismu `Mas Alla`. Rozmowę tę przepro­wadziła znana dziennikarka Concha Labarta – redaktor naczelna `Mas Alla`, a do finalnego spotkania z pisarzem, które zostało poprzedzone kilkoma wcześniejszymi (m.in. w Meksyku), doszło w madryckim hotelu `El Escultor`,

Wywiad, który mamy możność zapre­zentować jako jedyne polskie czasopis­mo – dzięki współpracy z włoskim miesięcznikiem `Il Giornale dei Misteri`, współpracującym z kolei z `Mas Alla` – jest bardzo ważny nie tylko z powodu przerwania przez Castanedę wieloletnie­go milczenia. Także, dlatego, że autor `Nauk Don Juana po raz pierwszy mówi o osobach organizujących kursy i semi­naria poświęcone `drodze wojownika`, a także kreśli zadania, jakie czekają nowych naguali, to znaczy tych, którzy są odpowiedzialni za treningi (ćwiczenia) w sferze postrzegania u każdego z uczniów – tak jak tego nauczał Don Juan, ze względu na obszerność tekstu podzieliliśmy go na dwie części. Śródty­tuły pochodzą od redakcji `NŚ`.

*
Na początku Concha Labarta przypo­mina, że indiański mistrz Castanedy, Ju­an Matus `podbił serca milionów ludzi, a na książkach Carlosa wyrosło całe jedno pokolenie`. On sam przez wiele lat był nieosiągalny. Dziś `rozjaśnia ota­czające go mgły i przerywa zasłonę milczenia`. Jego podróże w nieznane odk­rywają nam Castanedę bardzo przeko­nywającego, rzucającego wyzwanie na­szej wyobraźni i proponującego ponow­nie jak w swoim czasie Don Juan – to­talną rewolucję, definiowaną obecnie przez niego jako `wolność`:

`Minęło ponad trzydzieści lat – pisze hiszpańska dziennikarka – od kiedy Carlos Castaneda zaczął wielką przy­godę poznania z pomocą słynnej pos­taci, którą był Juan Matus – niezapomniana, silna i niewzruszona osobowość dla dziesiątków tysięcy czytelników na całym świecie, którzy od lat śledzą opo­wieści i przygody antropologa zamie­nionego w ucznia czarnoksiężnika`.

Od chwili, gdy w 1968 roku wyszła pierwsza książka zapoczątkowująca cały ich cykl, przyjęcie z jakim się spot­kała i wpływ jaki wywarł zostały uzna­ne za wyjątkowy sukces wydawniczy. Niektórzy ocenili Castanedę jako jedne­go z największych geniuszy literackich i duchowych ostatnich generacji; inni uznali, że jest to nowy i niezwykły spo­sób praktycznego podejścia do antro­pologii. Byli tacy, którzy uważali Don Juana za postać rzeczywiście istnie­jąca, inni zapewniali, że mamy do czy­nienia z literacką, genialnie pomyślaną fikcją.

`Setki artykułów zostało napisanych na temat `fenomenu Castanedy`, który postawił naprzeciw siebie największych antropologów epoki`. Powstała wielka liczba książek i studiów o najróżnorodniejszej interpretacji, odnoszącej się do jego dzieł, fałszywe biografie i niezli­czona ilość plotek `Castaneda umarł`; ` To staruszek godny największego sza­cunku`. `Nigdy nie istniał`. `Popełnił sa­mobójstwo`. `Zniknął`. `Zwariował`…

Obcy jakimkolwiek polemikom – niez­nany również dla tych, którzy ośmielili się obrazić jego osobę lub chwalili się, że są jego uczniami – pisarz, uważany już za czarownika, nigdy nie odpowie­dział na krytyki, tak jakby żadna z nich go nie dotyczyła – stwierdza `Mas Alla`.

Z wyjątkiem bardzo nielicznych wy­wiadów (prawie wszystkich udzielił gazetom północnoamerykańskim) przez cały ten czas wiernie stosował wskaza­nia Don Juana i całkowicie wymazał swą własną historię osobistą. Okrył się nieprzeniknioną warstwą mgły i prawie bezwolnie zmienił w postać nieo­mal legendarną. Mimo to, w swoich rzadko wypowiadanych deklaracjach zapewnił, że wymyślenie Don Juana jest nie do przyjęcia i że on sam ogra­nicza się jedynie do `bycia tym, który przekazuje bardzo stare techniki`.

`Jego zniknięcie ze sceny publicznej odpowiadało w pewnym sensie prze­myślanej strategii: uzyskania pełni wol­ności, wczucia się we wszystkie możli­we sytuacje oraz intuicyjne, pozbawio­ne przesądów wyczuwanie, pozwalają­ce na uzyskanie maksimum z tego, co oferuje ludzka natura` – pisze Concha Labarta precyzując tę postawę jako `wolność pozwalającą na pozostanie na uboczu i wykluczającą sytuację by­cia zamieszanym w przedstawianie rzeczywistości bez względu na jej ro­dzaj`.

- Po tym jak go poznałam – stwier­dziła pisarka Graziella Corvalan dziewięć lat później (spotykała się z nim wielokrotnie) – jego książki wydają mi się godne zaufania.

Ostatnia z nich, to `Sztuka śnienia`, która dla zwolenników słynnego antro­pologa stanowiła potwierdzenie, że Ca­staneda jeszcze żyje i że jest wierny swym przekonaniom, starając się dalej zgłębiać ogrom tajemnic przekazanych mu przez Don Juana.

- `Zakładając – zauważa publicystka `Mas Alla` – że zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie powątpiewać w tożsa­mość osoby (zarówno Juana Matusa, jak i nawet samego Castanedy, bo i tak się zdarzało! – przyp. redakcji `Niezna­nego Świata`), dobrze będzie wspom­nieć, że niniejszy wywiad jest rezulta­tem różnych spotkań, do jakich doszło między mną a słynnym pisarzem, za­równo w Meksyku, jak i w Hiszpanii. Ostatnie takie spotkanie miało miejsce w hotelu `El Escultor` w Madrycie, gdzie udzielający wywiadu (wraz z dwoma osobami towarzyszącymi) mieszkał i był tam zarejestrowany pod nazwiskiem Carlos Castaneda – identycznym jak w paszporcie.

Oprócz tego Castaneda miał dwa od­czyty dla dużej grupy Hiszpanów (około 50 osób) , podczas których przez kilka godzin mówił o swojej pracy. Zorgani­zował także sesję, w trakcie której po­kazał kilka ćwiczeń fizycznych z tzw. `efektami energetycznymi`, określanymi przez samego Castanedę jako `tensegridad.` Wśród zaproszonych, byli czytelnicy zainteresowani jego działal­nością, a także niektórzy dziennikarze i intelektualiści z Hiszpanii, którzy dzięki temu mieli możność wysłuchać nauk Don Juana `na żywo`.

Osobowość Castanedy – zawsze wy­mykająca się schematom, zawsze o wielu obliczach – nie zmieniła się z up­ływem czasu; żadnych zdjęć, żadnych magnetofonów.

Za wspólną zgodą – nadal C. Labarta – tak jak zostało to ustalone, że pytania będą doty­czyć tylko pewnych szczegółów, od­noszących się do metody poznawczej Cartosa Castanedy, a celem wywiadu, nie byt powrót do starych kontrowersji, które niczego już nie wnoszą pozytywnego. Chodziło tu raczej o rozwianie, w miarę możności, najbardziej powszech­nych wątpliwości u tych, na których książki Castanedy wywarły taki wpływ, że pozostawiły trwały ślad w ich życiu.

Z tego, co wiemy, w wywiadzie, o ja­kim mowa. Castaneda po raz pierwszy otwarcie staje twarzą w twarz z drażliwym problemem tych, którzy `przyjęli` jego poznanie, a dziś organizują semi­naria i kursy na temat `drogi wojowni­ka`, celem dostarczenia nam nowych śladów odnośnie aktualnej pozycji pisa­rza jako szamana i `naguala`. Poruszo­ny został także temat jego wątpliwości i obaw oraz przeznaczenia jakie czekało niezwykłego mistrza wraz z grupą `podróżujących w nieznane`.

`Nauczysz się przyznawać sobie samemu wartość, to jest właśnie zasada` powiedział Don Juan kiedy rozpoczął zakładanie swojej grupy. A przy innej okazji uczeń spytał mistrza, czy ktoś, żyjąc całkowicie w magicznym czasie, mógłby tylko co pewien okres powra­cać do czasy zwykłego.

- `Być może – mówi C. Labarta – obec­nie jest to właśnie sytuacja autora, któ­ry, porzucając na kilka chwil własny magiczny czas, powinien nam to dać do zrozumienia i zaprosić nas do podróży w nieuchwytne. Castaneda pozwolił, aby słowa Don Juana mówiły sa­me za siebie, a my zrobimy to sarno z jego wypowiedziami. Castaneda. któ­ry mówi dzisiaj wydaje się być u kresu swojej podróży – pisze dziennikarka `Mas Alla`.

*

- W swoich książkach wyjaśnił Pan, że każdy nagual wnosi nowe cechy charakterystyczne do swej linii przodków. Jakie są one w pań­skim przypadku? Czy różnią się w ja­kiś sposób od przebytej przez pana drogi i od pana planów w odniesieniu do tych wytyczonych przez Don Juana?

- W pierwszym rzędzie pragnąłbym wyjaśnić, co oznacza termin `przodko­wie` – gdyż mimo iż jest on przeze mnie szeroko stosowany, nie wydaje się cał­kowicie odpowiedni. W rzeczywistości bowiem, w świecie szamanów takich jak Don Juan, nie istnieje linia rodziny w naszym sensie rozumienia, tj. wstęp­nych i zstępnych. W tym świecie istnie­je tylko zbiorowość osób, mających wspólny cel lub wspólne zainteresowa­nia. Istnieją np. uczestnicy – ci którzy wprowadzają system poznania w praktykę (ten sam system, który Don Juan starał się rozpowszechnić wśród nas). Zarządzający, czy też raczej kierujący takimi praktykami jest uznawany za naguala – człowieka, którego energia pozwala mu na wejście w sektory niedostępne zwykłemu postrzega­niu. Każdy nowy nagual wnosi osobis­te cechy charakterystyczne, przydatne do tego, aby mógł mieć wpływ na ucz­niów we współczesnym mu czasie. W moim przypadku ten osobisty, cha­rakterystyczny dla mnie wkład, opiera się na moim akademickim zaintereso­waniu naukami społecznymi, a celem takiego zainteresowania jest pragnie­nie, aby poznanie człowieka zachodu objęło również świat szamanów. To w tym punkcie moja droga różni się od drogi Don Juana. Jego nie interesowało ujęcie własnego poznania w ramy kon­cepcji; jeśli wywierałbym na niego na­cisk w tym względzie, wyjaśniłby wszy­stko w sposób bardzo przystępny i pre­cyzyjny, lecz wyjaśnianie nie należało do jego pasji. Utrzymywał on pogodnie, że nie rozumie i twierdził, że albo traci się czas na trudności typu intelektu­alnego, albo się działa. Ja jestem inny. Pragnę zrozumieć procesy magii Don Juana, ale nie w sposób intelektu­alny, lecz energetyczny. Twierdząc to, pragnę powiedzieć, że uważam za mo­żliwe zanurzenie się w energetyczne komplikacje Wszechświata, bez transformowania przy tym całego procesu mózgowego.

- W jaki sposób bycie nowym nagualem wpływa na Pana i co ono dla Pana oznacza?

- Oznacza ono nominalnie bycie przywódcą uczniów przyjmujących nauki Don Juana. Na poziomie abst­rakcji oznacza to, że nowy nagual jest odpowiedzialny za ćwiczenie procesów percepcji (postrzegania) każdego ucz­nia. Zakładając, że wszyscy z nich pra­gną iść w ślady Don Juana, naguala winien zdobyć się na każdy wysiłek i sto­sować wszystkie rodzaje osobistej dys­cypliny, aby poprowadzić ich przez energetyczne nurty Wszechświata, posiadając przy tym oczywiście niezbęd­ną równowagę i rozsądek, potrzebne przy tego rodzaju zadaniu.

- W jaki sposób mógłby nam Pan opisać świat nowoczesnego naguala?

- Świat, w jaki wprowadził nas Don Juan, to świat szamanów. Nie można zaklasyfikować go jako świata oddzie­lonego od codzienności, lecz raczej ja­ko świat sposobu bycia, czyli bardzo różny. Jest to świat, w którym danie słowa jest aktem konkludującym, któ­rego nie można wymazać. Przyrzecze­nie tego rodzaju jest jak dokument prawny, bez żadnej alternatywy. Inny, bardziej abstrakcyjny aspekt magicz­nego świata, to ten, w którym postrze­ga się rzeczy na sposób normalny.

Don Juan wyjaśniał wpływ niezwy­kłego postrzegania, twierdząc, że główną i pierwszoplanową cechą każ­dego człowieka winna być umiejętność utrzymania całkowitego milczenia. Dla wewnętrznego dialogu, twierdził, wchodzi się w specjalne uwarunkowa­nie szamanów; jest to wejście do świa­ta, w którym niewyobrażalne postrze­ganie jest codziennym fenomenem.

- Doświadczenie tego… nie wyda­je się być czymś najprostszym…

- Sposób w jaki Don Juanowi udało się uzyskać milczący dialog swoich uczniów, był taki, że zmusił ich do mil­czenia sekunda po sekundzie. Mogli­byśmy powiedzieć, że milczenie bierze górę, sekunda po sekundzie aż do mo­mentu, w którym dojdzie do krańcowe­go indywidualnego punktu, istniejące­go w każdym z nas. Mój wynosił piętnaście minut; w tym punkcie na skutek zakumulowania się milczenia, codzienny świat zmienił się i zacząłem go postrzegać w spo­sób nie do opisania. Aby móc tego doświadczyć, jedyną zalecaną prak­tyką jest zdecydowanie, intensywne pragnienie zdobycia go krok po kroku. Jest całkowicie niedopuszczalne, że nikt nie uczy nas wykonywania tych kroków i że nie prowadzi nas za rękę instruując. Don Juan mówił, iż najważniejszą rzeczą jest osobiste pragnienie każde­go z nas, aby dojść do milczenia.

- Kto obecnie tworzy świat naguali?

- Uczniowie Don Juana: Carol Tiggs, Taisha Abelar i Florinda Donner Grau Byli również i inni uczniowie indiańscy, ale tylko wymienionym uda­ło się zrealizować wymagany stan cał­kowitego milczenia. Wiem, że w USA i w Ameryce Łacińskiej wiele osób ok­reśla się mianem uczniów Don Juana, czy naszych, lecz jest rzeczą pewną, że nie mamy żadnych studentów, ni­gdy ich nie mieliśmy i to nie z braku pragnienia czy zainteresowania z na­szej strony, lecz dlatego, iż nikt nie za­ryzykuje pracy nad zmianą kryteriów i przyzwyczajeń lub poddania się dys­cyplinie, niezbędnej do wejścia w świat magii. Nie jest on bowiem ani wymy­słem, ani egzaltacją; jest stanem prze­mian, radykalnych ćwiczeń i działań. Don Juan określał samego siebie nie jako czarownika czy spirytualistę, lecz jako płynącego po nieodgadnionym morzu nieznanego. Aby móc pływać po tym morzu, twierdził, potrzebna jest dyscyplina, ostrożność i odwaga.

- Wejście do świata szamanów przedstawia Pan w postaci proble­mu zakumulowania wystarczającej energii. Nie wszyscy wszakże wy­dają się, rodząc, jednakowo `wyposażeni` w tym celu. Czy rzeczywiś­cie możliwości takie istnieją dla wszystkich?

- Istotnie, wejście w świat Don Jua­na Matusa to kwestia posiadania od­powiedniej energii. Jest wiec prawdzi­we twierdzenie, że nie wszystkie oso­by wydają się rodzić jednakowo w nią wyposażeni. Dodałbym, że, moim zda­niem, nikt nie rodzi się wyposażony w wystarczającą ilość energii. Spro­wadza to problem do wspólnego mia­nownika: konstatując, że nikt nie posiada wystarczającej energii, wszyscy mamy prawie te same możliwości.

Bez wątpienia istnieją osoby, które przychodzą na świat posiadając o wie­le więcej energii niż inne, lecz odzwier­ciedla się to wyłącznie w sprawach do­tyczących życia codziennego. Ten rodzaj energii jest zupełnie nieprzy­datny do wejścia w świat magii. Wchodzą do niego jedynie ci, którzy zdołają zebrać w sobie specjalny ro­dzaj energii, będącej produktem żelaz­nej dyscypliny i determinacji.

- Czy chce Pan przez to powiedzieć, że można stawiać czoło prob­lemom życiowym bez tracenia przy tym energii?

- Szamani, tacy jak Don Juan, tak właśnie twierdzą. Mówią oni, że wyda­rzenia dnia codziennego są dla nas nieszczęściem jedynie wtedy, Jeśli osobiście damy się im porwać. Jes­teśmy bardzo egocentryczni i uważa­my się za tak ważnych, że jest w sta­nie nas przytłoczyć najmniejsza prze­ciwność. Marnujemy tak wiele energii na przedstawienie i obronę własnego `ja` w codziennym życiu, że nic już nie zostaje na wypadek jakiejkolwiek przeciwności. Tego rodzaju zużycie wydaje się być prawie nie do uniknięcia, jeśli będziemy trzymać się wyłącznie ścież­ki naszej socjalizacji. Jeśli natomiast mielibyśmy odwagę zmienić drogę, zmienić sposób życia, wykluczając z niego jedynie wstrząsy dotyczące osobistej hierarchii ważności, udałoby się nam uzyskać coś naprawdę nie­zwykłego. Codzienne marnotrawst­wo energii zostałoby przez nas wy­eliminowane, co pozwoliłoby na uzys­kanie takich warunków energetycz­nych, które dałyby nam możliwości percepcji o wiele większej od tych, ja­kie uznajemy za możliwe.

- Czy można to uzyskać bez im­pulsu ze strony naguala?

- Propozycja Don Juana jest możli­wa do zrealizowania w zakresie doty­czącym całkowitego milczenia. Każąc zamilknąć dialogowi wewnętrznemu, stanowi propozycję końcową, którą można wprowadzić w życie z pewną pomocą: obecność przewodnika czy mistrza nie jest czymś zbędnym, ale też nie stanowi konieczności absolutnej. To co jest tu niezbędne to codzienny wysiłek, potrzebny do aku­mulacji milczenia.

Don Juan mówił, że `dojście do cał­kowitego milczenia jest odpowiedni­kiem zatrzymania świata`. Jest to mo­ment, w którym umie się dostrzec przepływ energii w otaczającym nas Wszechświecie.

- W swoich książkach, wykorzystu­je Pan koncepcję orła pożerającego świadomość w momencie naszej śmierci. Mówi Pan również o duchu. Są to, być może, pojęcia równoznaczne? W jaki sposób może być porównane z duchem to, co nazywa Pan `orłem`?

- Z intelektualnego punktu widzenia pani pytanie jest bardzo prawdziwe, choć jednocześnie absurdalne. Nie mógłbym na nie odpowiedzieć, gdyż sam osobiście nie wiem, czym jest `orzeł pożerający świadomość`, ani czym jest duch. To terminy operatywne, które starają się opisać coś nieuchwytnego, niez­nanego, czego opisać się nie da. Za każdym razem, kiedy proponowałem Don Juanowi pytania, na które nie mogło być odpowiedzi, zaczynał śpiewać piosenkę: `Zapytaj o to gwiazdy, które w nocy widzą, jak płaczę`.

- Jaka relacja istnieje pomiędzy tym, co wy nazywacie snem, a co inni nazwali `snem na jawie`?

- Nie istnieje żadna relacja. Sen jest chwy­tem szamanów, którzy przy pomocy swej żelaznej dyscypliny prze­kształcają zwykłe sny (bez względu na to czy jasne, czy nieokreślone) w coś przekraczającego wrażliwość. Nie znam nikogo w co­dziennym świecie, po­siadającego niezbędną dyscyplinę, potrzebną do wykonania tego ro­dzaju transformacji. Sny na jawie, są bardzo żywymi snami, lecz nie mogą być wykorzystywane jako źródło ener­gii, potrzebne do przeniesienia naszej świadomości w inne światy, tak samo realne i przekonywające jak świat ży­cia codziennego.

- Przy wielu okazjach, podkreślał Pan wagę syntezy i wiele osób zain­spirowanych tym co Pan mówi, stara się ją praktykować. Czy mógłby Pan skomentować metodę i konkretne rezultaty tego ćwiczenia?

- Synteza była dla Don Juana czymś nierozerwalnie związanym z podję­ciem drogi ku wolności. Nie jest to technika potrzebna do odzyskania energii, lecz konsekwentny manewr zgodny z wizja szamanów. Uważają oni, że fakt posiadania przez nas świa­domości istnienia jest stanem uniwer­salnym. Olbrzymia siłą daje świado­mość istnienia jakiemukolwiek życiu, które po raz pierwszy ogląda światło dzienne, bez względu na to, czy jest to wirus, ameba, czy istota ludzka. Na za­kończenie życia, ta sama niezwykła siła zabiera każdemu z bytów świado­mość `pożyczonego` przy urodzeniu `bytu`, który jednak został wzbogacony przez indywidualne egzystencje. Synteza to dla szamanów sposób oddania tej nieskończonej sile tego, co nam pożyczyła w momencie naro­dzin.

To, co jest całkowicie nieznane, mó­wił Don Juan, to fakt, że siła ta jest `ścieśniona w syntezie`. Zakładając, że jedyną rzeczą, jakiej się od nas wymaga, jest świadomość istnienia – da­jąc ją nam w formie syntezy, nie odbie­ra się nam na zakończenie życia, lecz służy ona do wspólnego wyruszenia ku wolności.

Jest to teoretyczna interpretacja syn­tezy przez szamanów. Aby zakończyć tę kwestię – metodologia jest tu bardzo prosta. Najpierw należy sporządzić li­stę wszystkich osób, z którymi miało się do czynienia, jeśli to możliwe począwszy od ich narodzin. Zadanie polega na ponownym przeżyciu każ­dej chwili naszego ży­cia z każdą z wymienio­nych osób, nie tylko po prostu pamiętając je, ale przyzywając ponownie ich towarzystwo, począwszy od pierwszej do os­tatniej z listy, jakby wdy­chając ich pamięć, po­przez wdech od prawej do lewej strony i wydech pośrodku. To jest to, co szamani nazywają: `wa­chlowaniem wspomnień`.

Opinia szamanów jest taka, że każde nasze do­świadczenie musi być ponownie przeżyte, aby mogło zostać oddane tej niezwykłej sile, która nas niszczy. Metoda ta nie ma nic wspólnego z psy­chologicznymi ćwiczenia­mi, takimi jak psychoana­liza. Ponowne przeżycie posiadanych doświad­czeń zakłada użycie tej energii, która została już zmarnotrawiona.

- W jaki sposób moż­na wiedzieć, że synteza została przeprowadzona poprawnie?

- Jej przypadkowo, lecz konkretne re­zultaty powodują zwiększenie energii i stan dobrego samopoczucia. Obecność tych dwóch odczuć wskazuje na to, że synteza rzeczywiście się dokonała.

- W swojej ostatniej książce `Sztu­ka śnienia` podkreśla Pan to, co defi­niuje jako `Drugą uwagę`, odpo­wiadającą drapieżnemu, pełnemu nie­bezpieczeństw i pułapek światu, który nie ma nic wspólnego z opowiadania­mi o świecie spokojnym i szczęśliwym, o jakim wspominają nam inne tradycje. Od czego zależą pewne róż­nice: Dlaczego osądy Pańskiej grupy różnią się tak bardzo zasadniczo od innych źródeł?

- To, co przez szamanów jest określa­ne jako Druga uwaga, mówi o świe­cie pełnym niebezpieczeństw i zasadzek, lecz tego rodzaju zło, jest niczym innym jak złem pochodzącym z naszego świata. Z pewnością ta druga refleksja nie ma nic wspólnego ze spokojnym i wdzięcznym Wszechświatem. Don Juan mówił również, że świat kontemplujących jest środowiskiem przebłysków niezna­nego, światem nieżywym, nierealnym, nie mającym nic wspólnego z rzeczywis­tością walki i ciągłej zmienności żywego i prawdziwego świata. Tak jak już to stwierdziłem, uważał on szamanów za podróżujących po morzu nieznanego. Ja sam wcześniej przypuszczałem, że jest to wyrażenie poetyckie, łącz później zda­łem sobie sprawę, iż chodzi tu o fenomenologiczne przedstawienie osobistego zachowania się. Don Juan mówił, że nie jest możliwe, aby człowiek zachodu był tak powierzchowny, by móc wierzyć w czyste banały tych, którzy nigdy nie podróżowali po morzu nieznanego, i to z całą premedytacją.

- Ostatnio Florinda Donner-Grau i Taisha Abelar opublikowały książki mówiące o ich osobistym przygoto­waniu przez Don Juana. Czy istnieje Jakiś powód, dla którego zdecydowały się one przerwać swoje milczenie?

- Obie zdecydowały się opisać swe doświadczenia na temat `drogi wojowni­ka`, dopiero po powrocie Carol Tiggs, której nie było przez dziesięć lat. Fakt, że wróciła do nas, spowodował całko­witą zmianę w przewidywaniach Don Ju­ana i nasza, narzucona przez niego izo­lacja uległa rozwiązaniu w zupełnie in­nym sensie. Jako konsekwencja tej zmiany trzy jego uczennice: Florinda Donner, Taisha Abelar l Carol Tiggs uzy­skały wielkie znaczenie w świecie reguł szamanów. Z powodu ich nieskazitelności, stały się jego autentycznymi przedstawicielkami. Postanowiły napisać o swo­jej nauce. Uważam to za rzecz dosko­nałą, ponieważ nikt bardziej niż one, nie potrafiłby lepiej oddać złożoności Don Juana jako mistrza wyjątkowości.

- Co stało się z resztą uczniów, z którymi zżyliśmy się w trakcie lektu­ry Pana książek? Czy w dalszym cią­gu jest Pan w jakiś sposób z nimi związany?

- Nie ma już ich z nami z bardzo pros­tego powodu: nie mogą bowiem zadowo­lić moich akademickich wymogów. Było sprawą nie do uniknięcia, iż uczniowie przystosowywali się do temperamentu no­wego szamana, co w moim przypadku jest tworzeniem historii poznania. Inni ucz­niowie wymagali, abym był taki jak oni: zwykły praktyk wprowadzający w życie idee Don Juana. Nie jest to możliwe; prze­ciwnie, musiałem być takim, jakim nakazywała tradycja. Dlatego to nie ja opuściłem, ale oni mnie porzucili. Teraz jedynie mogą liczyć na to, że pomoże im Don Juan. Jak tylko Florinda Donner-Grau i Taisha Abelar napisały swoje książki, nasze stosunki z innymi uczniami wygasły ponieważ – z obu książek tak wynikało, że obie potwierdzały swój związek z inteligentem, czyli z naszym szamanem.

- Pomówmy teraz o tej, n a s t ę p u j ą c e j po sobie śmierci szamanów. Czy należy Ją rozumieć jako przenośnię, czy też jest to fakt autentyczny? Czy Pan, wraz ze swą grupą, chcielibyście Ją osiągnąć?

- Proszę mi przede wszystkim pozwolić na wyjaśnienie, że my nie tworzymy grupy. Każdy z nas, badaczy poznania Don Juana, jest osobowością samą w sobie To, co nas łączy, to cel jakim jest wolność, lecz nie jest on wystarczającym, aby mógł z niego uczynić ścisłą grupę. Spalenie się w `w wewnętrznym ogniu`, jest alternatywą śmierci fizycznej. Nie jest przenośnią; jest rzeczywistym faktem, jakkolwiek niezrozumiałym. Don Juan wyjaśniał pojecie `wewnętrznego ognia` jako warunek energetycznego napięcia wytworzonego przez wstąpienie na `drogę wojownika`. To fizyczne napięcie powoduje w odpowie nim momencie energetyczną eksplozję, która transformuje każdą komórkę żyjącego bytu w ś w i a d o m o ś ć bytu, innymi słowy w czystą energię. Oczywiście my wszyscy, jego badacze, chcielibyśmy osiągnąć taki końcowy stan. Don Juan nazywał go stanem `totalnej wolności`, ponieważ według niego stan ten wprowadzał stan postrzegania otaczającego nas Wszechświata, wolnego od interpretacji opartych na naszej socjalizacji, na naszym sposobie wyrażania się.

- Don Juan pragnął wolności. Czy wreszcie ją osiągnął?

- Don Juan twierdził, że umrzeć tak, jak umierają szamani, oznacza sprowadzenie świadomości bytu na płaszczyznę niezrozumiałą dla codziennej inteligencji. `Umrzeć spalonym przez wewnę­trzny ogień` odpowiada przetworzeniu ca­łości naszego fizycznego bytu w świadomość bytu. Don Juan umarł w ten właś­nie sposób i podczas przejścia na drugi świat osiągnął to, co szamani zwą `totalną wolnością`. Świadomość bytu, wzmocnio­na przez nasz skład fizyczny, osiąga nieopisane poziomy. Wolność dla szamanów jest zdolnością postrzegania jako totalne b y t y, a nie jako ludzie, uczłowieczone małpy spętane łańcuchami socjaliza­cji i językowych konwencji.

- Skąd pochodzi Don Juan, jeśli jest to w jakiś sposób możliwe do opisania?

- Carol Tiggs i Florinda Donner-Grau zapewniają, że łączą je z Don Juanem związki rodzinne; utrzymują, że on i resz­ta szamanów, którzy mu towa­rzyszą, zostali w jakiś sposób porwani w pewnym państwie świata, określanym przez szamanów jako `Las capas de cebolla`. Twierdzą, że Don Juan nie mógł uciec od naszego bliźniaczego Wszechświata, Wszechświata nieorganicznych bytów, a to z tego powo­du, że, mimo iż był on człowie­kiem abstrakcyjnym, jego gru­pa została uformowana z bar­dzo konkretnych uczniów. Mó­wi się, że jeśli stopień abstrak­cji tych uczniów byłby większy, skok świadomości bytu ich wszystkich miałby o wiele większy ciężar. Być może, świadomość bytu Don Juana była hamowana miejscem, do którego on nie pragnął przy­być, w warunkach nieprzysto­sowanych do jego temperamentu. W każ­dym razie szaman jest w stanie zmienić sytuacje w odniesieniu do funkcji najróż­niejszych warunków. Osobiście wierzę, że dla szamana wartość polega jedynie na walce; dla niego miejsce w jakim się znaj­duje, jest tym, w którym ma być i stamtąd rusza dalej naprzód.

- Przy wielu okazjach, twierdzi Pan, że są oni (szamani – przyp. aut.) ostatnimi i że na Panu zakończy się ta linia. Czy oznacza to, ze spadek po Don Juanie zostanie na zawsze stracony?

- W rzeczywistości na nas skończy się potomstwo Don Juana, lecz jego pragnie­niem było, abym mógł przetransformować tę negatywną sytuację w coś bardzo pozytywnego, tak aby w zamian uzyskać możliwość dania wszystkim idei wolności. Jeśli coś takiego byłoby możliwym, jego rasa nie skończyłaby się. Wręcz przeciw­nie, rozprzestrzeniłaby się, obejmując wielką liczbę ludzi. Moim intensywnym pragnieniem jest, aby do tego doszło i mam takie intencje. Mogę tylko powie­dzieć, że desperacko żywię nadzieję, że tak właśnie będzie, ale wszystko pozostaje w mocy ducha i naszej własnej per­fekcji. Pewne jest, że coś nas stymuluje, aby skończyć jak Don Juan: spaleni wewnętrznym ogniem. Nie pragniemy się temu opierać, lecz chcemy zapropono­wać argument o wystarczającej wartości, aby móc kontynuować naszą prace i dysponować czasem, którego potrzebujemy.

- W międzyczasie mnożą się ludzie, którzy organizują kursy odpowiadające Pańskiemu systemowi świadomości, używają Pana idei i wykonują `wolny przekład` nauk Don Juana. Jaka test Pańska opinia na ten temat?

- Nie myślę, aby można było udzielać lekcji na temat świadomości Don Juana. Przez wiele lat prowadziłem liczne warsztaty odpowiadające mojemu terminowaniu u niego, lecz wydaje mi się, że jedyne co osiągnąłem, to wzbogacenie języka tłumu osób, które dzięki temu zyskały `mądrość`. To, co pro­ponuje Don Juan, sprowadza się do konkretnych fak­tów, wymagających pilności i oferty. Zło jakie zakodowane jest w pewnych f a ł s z y w y c h kursach, tkwi w wielu ludziach, którzy w rzeczywistości interesują się rozwojem świadomości takiej jak u Don Juana, jednak bolesnym jest fakt, iż pojawiło się wielu pozbawionych zasad, którzy wykorzystują sytuację dla robienia pieniędzy, nie po­trafiąc przy tym niczego nauczyć.

Nikt z nas, uczniów Don Juana nie mo­że uczyć tak, jak uczył on, ponieważ nie posiadamy autorytetu, aby móc to czy­nić. Rodzi się tutaj pytanie: jak wobec te­go mogą to robić osoby, które nie zdają sobie sprawy z tego, co robił Don Juan?

- Co dokładnie oznacza `el acecho`?

- Don Juan określał `a c e c h a r` jako wprowadzanie w błąd, akt przeniesienia `punktu de encaje`, punktu połączenia i utrzymanie go na stałe tam, gdzie się go przeniosło. Punkt połączenia, jest koncepcją własną szama­nów, którzy utrzymują, że postrzeganie u ludzi urzeczywistniane jest w niewi­docznym dla normalnego oka punkcie, w punkcie zlokalizowanym na wysokości żeber, ale nie w ciele fizycznym, lecz w masie energetycznej, prawic na metr od ramienia. Tam, gdzie według szamanów zbiegają się miliony energetycznych włókien Wszechświata, które (poprzez in­terpretację), transformują się w postrzeganie zwykłego świata. Szamani utrzy­mują, że jeśli tak zwany punkt połączenia przesunie się w miejsce różne od używanego, skieruje się do niego inna seria energetycznych włókien i w ten sposób jakiś `Inny Świat` stanie się dostępny naszemu postrzeganiu.

Punkt `encaje` przesuwa się poprzez fantazje lub dzięki akcjom praktycznym. Po osiągnięciu togo, utrzymanie go w nowej pozycji stanowi naprawdę sztukę zręczności. Kto nie może go osiągnąć, nigdy nie zdoła postrzegać nowych światów w zrozumiałym aspekcie. Będzie je postrzegał w sposób częściowy i chaotyczny. Będziemy mogli powie­dzieć, że `postrzeganie` zatrzymuje się w zależności od tego, jak zatrzyma się punkt `de encaje`, aby móc to zrobić należy mieć wystarczającą ilość energii.

- Mówił Pan o przesuwaniu punktu de encaje poprzez działania praktycz­ne. Jakie to są działania?

- Ogólnie, acechadores, iluzjoniści, ot­rzymują wystarczającą ilość energii, aby panować nad sztuką wprowadzania w błąd, dzięki taktyce polegającej na wchodzenie z własnej woli w sytuacjo antagonistyczne. Na przykład miało to miejsce wówczas, kiedy Taishe Abelar uczono, acechar – jednym ze sposobów zacho­wania się, które szamani kazali jej prze­żywać, było zamienienie jej w żebraczkę… Przez cały rok, brudną i w łachmanach wysyłali ją na żebry pod drzwi ko­ściołów. Zadaniem Taishy było prze­obrażenie się w prawdziwą biedaczkę, której zachowanie potwierdzałoby pełne uprzedzeń opinie, jakie ludzie żywią w stosunku do żebraków. Taisha nie za­chowywała się jak aktorka, dla której rola ogranicza się tylko do czasu recytacji, ale kompletnie się zmieniała, stając się zawodową żebraczką.

Innym przykładem `acecho` jest ten, który poleciła mi wypróbować donna Florinda, towarzyszka Don Juana, kiedy ka­zała mi pracować przez dwa lata w charakterze kucharza. Był to rodzaj pracy, który zajmował mi cały czas przez okrągły dzień.

Inny jeszcze przykład opisuje Taisha Abelar w swej książce `Gdy wmieszają się szamani`, kiedy kazano jej przez po­nad rok żyć na olbrzymich drzewach. Celem takiej strategii jest zmienić się do tego stopnia, aby móc wpłynąć na włas­ne `nawrócenie` w trakcie transformacji. l to właśnie oznacza `acechar`.

- Czy poleca Pan ten typ doświadczeń osobom, które pragną postępować według Pańskich propozycji?

- Pewne jest, że są to doświadczania `szamanów` bardzo trudne do przeprowa­dzenia w normalnym świecie. Nie wiem, jak ktokolwiek mógłby prowadzić inną osobę do `acechar, bez uprzedniego wykonania na sobie rozkazu `acecho`. Po­wiedziano ml, że również wśród nas istnieją osoby, które zapewniają, że są w stanie nauczyć innych `acechar`. Moim zdaniem, jest to dobrze skalkulowane oszust­wo i nie jest dobrze, kiedy ludzie rzeczywiście się tym interesujący wpadają w pu­łapkę. Prócz tego, przy `acechar` należy być uczciwym w stosunku do wielu i rów­nież w stosunku do jednego tylko człowie­ka, tak aby móc się czuć godnym, bez pot­rzeby odwoływania się do kłamstwa. Można używać `acechar`, kiedy jest się świadomym efektów i pozostając daleko od spraw tego świata. Dopóki nie uzyska się takiego warunku, jest to absurd. Kto stara się do tego dojść, musi najpierw praktykować `acecho` i nie będzie go uczył a tym bardziej nie będzie wymagał od nikogo pie­niędzy za naukę.

Pewnego razu Don Juan w bardzo pre­cyzyjny sposób skomentował nauczanie rzeczy, których się nie zna: `Nie staraj się być za wszelką cenę `wojownikiem` weekendowym. Zbyt łatwo jest wierzyć, że wystarczy wysiłek jednego dnia. Tak nie jest. Aby móc wyjść z chaosu, w którym wszyscy jesteśmy zanurzeni, należy użyć maksymalnego wysiłku, jakim dysponujemy`.

- Kiedy Don Juan mówił o `własnej transformacji`, jakie miała ona dla niego znaczenie i jaki był kierunek tej ewolucji?

- W czasie mego obcowania z Don Juanem udało mi się zrozumieć jak bardzo znaczące jest być świadomym, że musi się zmienić własny `sposób bycia`. Taka z m i a n a była przez Don Juuna nazywana e w o l u c j ą. Utrzymywał on, że społeczny porządek akcentuje rozmnażanie jako nakaz biologiczny, lecz twierdził również, że teraz nadszedł czas, aby zacząć brać pod uwagę Inny jeszcze porządek biologiczny: e w o l u c j ę. Dla niego znakiem tego postępu było dojście do intuicyjnego wyczuwania przepływu energii w kosmosie. Rozpoznać się w po­lu energii, nieomal jak błyszczące j a j k o (są to jego słowa), oznaczało zrozumienie, jak ludzkość doszła do wy-mazania systemu interpretacji, który pozwala jedynie na widzenie świata w taki sposób, w jaki my go widzimy. Don Juan odwoływał się da wspomnianego tu procesu hermeneutycznego, jak do pewnej metody poznania, która pobiera dane sensoryczne (zmysłowe, poprzez zmysły) postrzegania świata i transformuje je poprzez akt intencyjny.

Weźmy na przykład sytuację, w której bierzemy pod uwagę dane sensoryczne budynku, w jakim mieści się bank `taki to a taki`. Wszystko to, co odbierają nasze zmysły, mieści się w fakcie obecności struktury architektonicznej, którą nazwie­my budynkiem, co samo w sobie stanowi już interpretacje. Naturalnie akt totalnej intencji, który sprawi, że `ocenienie` Banku `takiego to a takiego` jest aktem czys­tej interpretacji, gdyż aby móc to rozpoznać, należy wykorzystać wszystkie nasze kulturowe zalety.

- Jaka więc istnieje tu alternatywa?

- Poznanie Don Juana jest życiową opcją, przyjętą po to, by wykluczyć tego rodzaju postępowanie. Mówił on, że jeśli ktoś uważa za kłamstwo lub wymysł jedną z wielu istniejących komedii, tym, który przegrywa jest on sam, ponieważ w ten sposób potwierdza ważność i niepodważalność systemu interpretacyjnego odnoszącego się do normalnego świata i wszystko się na tym kończy. Jedyną rzeczą, jaką pozostaje, jest wiec zestarzeć się i wejść w zgrzybiałość! Wielki przywódca duchowy z lat sześćdzie­siątych zadeklarował niedawno, że odk­rył lekarstwo domowe, pozwalające na ekstazę trwająca dwadzieścia cztery godziny na dobę, lekarstwo to nazywa się zgrzybiałością. Jeśli wszystko, co nas czeka przed śmiercią jest starością, to społeczny porządek okłamał nas, każąc nam wierzyć w liczne i niezwykłe opcje codziennego świata. Wizja Don Juana polegała na ciągnieniu tej niepowtarzalnej wielości opcji, poprzez wymazanie efektu spowodowanego przez nasz system interpretacji. W tym tkwi kwintesencja jego nauki. Kto zamierzałby wyjaśniać ja w ja­kiejś szkole, byłby oszustem i osobą bez­czelną, ponieważ nie istnieje sposób na przeprowadzenie tego bez uprzedniego wewnętrznego przedstawienia w sobie modelu koncepcji Don Juana. W koncepcji ewolucji z premedytacją, która wymazałby nasz system pos­trzegania, Don Juan zawiera jednocześ­nie propozycję totalnej rewolucji, którą nazywa w o l n o ś c i ą.

Na podstawie `Mas Alla` oraz `II Giornale dei Misteri` tłumaczyła i opracowała: Joanna Burakowska

Skomentuj

  • Kategorie

      open all | close all
  • Strony

      open all | close all
  • Laughan World2012