Kilka słów o emocjach
20 maj 2008 napisał Piotr
Problem tkwi w cechach osobowych, biały, zachodni człowiek jest od dzieciństwa ustawiony na siebie, cały czas ocenia życie pod własnym kątem, czy aby czegoś nie traci, czy nie traci czegoś gdy „nie doświadczy.” Chce wszystkiego i to najlepiej naraz. Jest kuszony smakami, wrażeniami, podnietami lub cywilizacyjnymi nowinkami technicznymi. Chce mieć słońce i deszcz jednocześnie, jeśli nie dostaje wszystkiego naraz, to czuje się rozczarowany i przekazuje tę informację dookoła siebie. Dzieli się z swym otoczeniem tym co ma w sobie najwięcej w danej chwili, tym co w nim wzbiera, tym co jest w jego życiowym tu i teraz. Mówi wtedy najczęściej o swych brakach i cierpieniach związanych z tymi brakami, czyli mówi o tym co mu przeszkadza, w zdobyciu wszystkiego jednocześnie, bo ego potrzebuje wszelkich bodźców do swego istnienia, a najsmaczniejsze zawsze, jest cierpienie i wieczne poszukiwanie dziury w całym, które jest po to by wywoływać kolejne cierpienia.
*
Indianie mają wykorzeniony egoizm, są społeczni i o wiele bardziej otwarci niż my, nie myślą o tym co im sprawi przyjemność albo przykrość. Oni myślą jak wykonać życiowe zadanie, jak być gotowym do pomocy innym, a odrzucają to co im w tym przeszkadza. Egocentryk żyje gdzie pomiędzy kolekcjonowaniem nowych odczuć, rzeczy i zwyczajów, dlatego każda nowa okazja jest dla niego pokusą. Dla działającego człowieka wiedzy, nie istnieją takie pokusy. On myśli tylko o tym co może mu się przydać lub co może mu przeszkodzić w działaniu, dlatego Indianie nie robią tego co nie muszą, żeby nie marnować swych sił. Indianie nie mają problemów z wyborem, są to silne osobowości mające własną ocenę świata. Własny Cel. Własne, przemyślane na swój sposób drogi do niego, bez potrzeby zastanawiania się nad tym co by było gdyby … Skoro ktoś realizuje plan wtedy przemyślenia stają się bezcelowe. Nawet gdy coś się nie udaje to i tak nadal może realizować następną rzecz bez marnowania energii na zbędne przemyślenia, które i tak zwykle wiodą wtedy na zniszczenie bo są egoistyczne czyli dążą do osiągnięcia wszystkiego naraz, a jak łatwo się domyślić, w tym „wszystkim” znajduje się też zawsze destrukcja lub użalanie się nad sobą, które jest najsmaczniejszym pokarmem dla ego.
*
Wojownika, który ma osobowość nic nie jest w stanie skusić, ponieważ on wie czego chce. Czyli jak chce działać to działa. Jeśli tworzy swój świat, to tworzy go świadomie i wybiera z tego co spotyka na drodze, bierze coś lub nie. Cokolwiek by to było. A to co niepotrzebne omija.
*
Kto ma własne zdanie od urodzenia jest na świecie.
*
Jest i jeszcze dodatkowo realizuje swoje „bycie” np. tak jak wojownik albo jak Indianin, który jeśli by ktoś spojrzał na niego z boku to wydaje się, że on całymi dniami nic nie robi tylko wyleguje się w hamaku. Ale ten Indianin żyje. Wie po co żyje. On Jest. Nie narzeka, cieszy się swym życiem takim jakie ono jest. Nawet jeśli z pozoru jest ono bezcelowe i nędzne. Jest połączony z całym życiem dookoła niego. Zawsze gotów do działania jeśli to konieczne. Nieważne co robi lub nie-robi, Indianin zawsze w tym „jest.” Nawet jeśli wydaje się nam, że nic nie robi to może być to złudne wrażenie, ponieważ może np. zbierać siły przed tygodniowym marszem przez dżungle albo jeśli Indianin tańczy to zbiera energię na polowanie albo do całodziennego biegu przez sawannę i to tylko nam białym, wydaje się, że to co dostrzegamy już w pełni rozumiemy.
*
W naszych społecznościach zachodnich, indywidualnych osobowości jest mało, to prawda. A w prymitywnych plemionach jest akurat odwrotnie, brak osobowości oznacza koniec dla wojownika, szamana nawet dla zwykłej kobiety. Taka osoba staje się zakałą plemienną i dekownikiem. W prymitywnych plemionach to niedopuszczalne. U nas w naszej cywilizacji, postępowanie dekownika urosło do rangi sztuki i najwyższego osiągnięcia w życiu wiodącego wręcz do przetrwania gatunku.
*
Indianin – wojownik wie, że dojdzie tam gdzie idzie. Pójdzie nawet sam przez dżungle bo ma swój cel. On wie że jest dzieckiem świata i to co ma zrobić zwyczajnie robi po to by uradować swych przodków, rodziców, rodzinę, przyjaciół, swoją społeczność, Ziemię, Niebo, Góry, Lasy, oraz stwórcę, który wszystko „to co jest” stworzył i połączył z sobą. Tym co robi daje dowód, że jest częścią świata do którego należy. Jest u siebie, w domu swych rodziców, są nimi góry, doliny i rzeki, on doskonale wie że ktoś to wszystko stworzył i dzięki temu czuje się wszędzie w domu. Czuje zadowolenie obojętnie co i gdzie robi. Nie ma potrzeby walczyć z swym domem, z swym światem, z swymi przodkami, a tak naprawdę to w ostatecznym rozrachunku z swym stwórcą. Jest zadowolony. Odwrotnie dzieje się w cywilizacji białego człowieka. Biały człowiek musi w pierwszej kolejności walczyć o to by zabrać coś co potrzebuje ;) bo bez przerwy wydaje mu się, że nic nie posiada. Potem jak już coś ma, to nieustannie kłamie by utrzymać iluzję tego iż jest właścicielem tego co wcześniej zgarnął, bo ciągle potrzebuje potwierdzenia, że to co już ma naprawdę jest jego. Brak łączności z światem, społecznością i stwórcą, rekompensuje ciągłym opowiadaniem sobie samemu o własnym świecie i o tym co to już zdobył lub odkrył, a potem okłamuje sam siebie, że jest panem nad ziemią, wodą, a nawet nad innymi ludźmi. Ma władze. Wiadomo jak wtedy przebiegają relacje międzyludzkie w takiej społeczności. Zamiast być dzieckiem świata taki człowiek staje się dzieckiem cywilizacji, czyli wrogiem świata i tego co żywe. Im bardziej uczestniczy w tym co ta cywilizacja wytwarza tym bardziej staje się sztuczny i wrogo nastawiony do wszelkich przejawów życia. Staje się intruzem w własnym świecie, tracąc obiektywizm i ocenę postępowania, jest tak bardzo oderwany, że nawet o tym nie wie!
*
Biały człowiek po wycieczce do głuszy, w końcu kiedyś wraca do ciepłego domu. Do lekarzy, którzy go pozszywają i usuną mu amebę etc. Pomimo trudnych warunków życiowych, Indianin jest cały czas u siebie w domu, choć trudno jest nam ten prosty fakt zrozumieć. Oni siłą rzeczy wytworzyli takie formy postępowania, które pozwolą im gdzieś tam w dżungli w tych bardzo trudnych warunkach żyć ileś tam lat, więc zrozumiałe jest, że muszą tak rozplanować swoją energię życiową żeby starczyło im jej na całe ich życie. Oni nie robią rzeczy zbędnych ponieważ muszą mieć siłę przez całe życie, nie mają sklepów, aptek, emerytury ani domów starców. Nie robią głupot więc nie mają dylematów. Nie ma chyba potrzeby rozpisywać się dla przykładu co robi biały człowiek, z swym życiem, które stało się produktem cywilizacji, bo to akurat doskonale każdy z nas wie.
*
Emocje jakie spotyka na swej drodze Indianin i biały człowiek są tego samego kalibru. Mają taką samą moc i siłę. Właściwie są takie same. Różnica polega tylko na sposobie opisu świata, my posługujemy się książkami i komputerami, a oni mają opowieści przy ognisku i pisanie patykiem po piasku. To są metody opisu emocji. Metody są różne ale jednocześnie emocje są takie same … A podchodząc do tego zagadnienia karmiczne to wygląda na to że kilka tysięcy lat temu człowiek miał emocje takie same jakie mamy współcześnie. Zmienia się tylko ich system kognitywny, czyli sposób opisu i wyrażania.
*
Mówienie, że Indianin nic nie robi bo leży cały dzień w hamaku jest jak mówienie, że ci co latają w kosmos też nic nie robią tylko sobie tak fajnie latają. Indianin „jest,” w tym co robi cokolwiek by to było. Kosmonauta też „jest,” robi ciekawe badania i patrzy na dół na ziemię. Ten pierwszy i ten drugi działają. Najwyraźniej widoczna różnica polega na tym, że dla Indianina do tego by zrealizował swoje bycie wystarczy mu to że żyje, a kosmonauta musi już spełnić szereg oczekiwań i posiadać bardzo wiele rzeczy po to by móc realizować swoje istnienie. Skomplikowany świat kosmonauty raczej sztuczny od początku do końca, może spowodować, że w pewnym momencie pogubi się on w tym wszystkim i zapomni o tym kim jest. Indianin zawsze ma potwierdzenie tego kim jest w otaczającym go zewsząd świecie. Ci uśmiechnięci dzicy ludzie nie są uśmiechnięci dlatego, że się lenią oni cieszą się że są, nie roztkliwiają się nad sobą, w przeciwieństwie do białych którzy są stale niezadowoleni i ciągle tylko myślą o tym co tracą, a co zyskują. Biały dawniej liczył ile ma ziemniaków w piwnicy, a teraz liczy pieniądze, no i ma wolny dzień od życia czyli niedziele, w którą może nic nie robić. Indianin niestety nie wie nic o wolnym dniu, codziennie idzie nazbierać drewna do lasu bo inaczej zmarznie lub nic sobie nie ugotuje.
*
Osobiście uważam, że dla mnie, czyli dziecka cywilizacji, sztuką jest stać się dzieckiem ziemi i „być naprawdę” w swoim sztucznym środowisku w jakim przyszło mi żyć. Myślę że wtedy mógłbym czuć świat tak jak Indianie, bo to co dla mnie jest trudne i niebezpieczne dla nich jest oczywistą i pogodną częścią życia. Mógłbym mnożyć przykłady, ale i tak zawsze sprowadzają się one do tego czy „jestem naprawdę,” czy tylko gram role w cudzych spektaklach? Różnica jest raczej wyraźnie widoczna. Z jednej strony mamy nieprzerwaną współpracę biegnącą od najbliższych relacji w związkach, dalej przez całą społeczność aż do stwórcy. A z drugiej strony mamy ciągłe braki i walkę o najprostsze rzeczy, wręcz otwarty konflikt pełen napięć, sprzeczności i nieodłącznych cierpień.
*
Nasz Świat jest taki jakim go sobie stworzymy.
*
Mimo wszystko trzeba pamiętać o tym, że skoro żyjemy w jakimś określonym miejscu, albo należymy do konkretnej społeczności np. miejskiej, to podlegamy zestawowi norm społecznych przynależnych do tego miejsca gdzie żyjemy. Raczej nie mamy szans żyjąc w współczesnych cywilizacjach zachodu stosować na co dzień reguł z dżungli i na odwrót, przebywając w dżungli raczej powinno się unikać zestawu zachowań przynależnych do miasta. Narasta wtedy wielka potrzeba dostosowania. Prawdopodobnie analogicznie jest z naszą karmą. Nasze pole bitwy jest tam gdzie żyjemy lub gdzie się urodziliśmy i nieważne jakie przeszkody spotykamy na drodze. Istotne wtedy jest to, że emocje, które wpływają na nas są identyczne! Tak samo decyzje i związane z nim działanie, czyli reakcje, też mogą być podobne niezależnie od czasu miejsca i rodzaju społeczności. Być może przykłady jakie tu sformułowałem okażą się jakoś pomocne… Dla mnie rzeczy o których tu piszę były bardzo odkrywcze. To wszystko. A po co o tym pisze? Chcę przekazać samą informację pozbawioną metodyki o tym, że skoro doświadczamy jakiś nowych problemów i cierpień w swoim bieżącym życiu to trzeba poszukiwać dla nich nowych rozwiązań. Emocje to emocje, doświadczamy ich indywidualne, nieważne gdzie i kiedy mają miejsce. Przykład jaki podałem jest bardzo kontrastowy i dotyczy dwóch z pozoru bardzo odległych od siebie światów. Pozornie światy te powinny się wykluczać, jednak uważam, że mimo wszystko nic nie stoi na przeszkodzie aby spróbować gdzieś pomiędzy nimi odnaleźć swój własny, lub tylko obserwując je zweryfikować podejście do tego w którym żyjemy.
*
Dekoracje się zmieniają, ale przedstawienie często jest takie samo.
20.05.08 Piotr
Wczytuje ...
dzięki piotrze.
bardzo fajny tekst, daje do myślenia