Carlos Castenada i Ten Który Sprzeciwił Się Śmierci
10 sie 2007 napisał Piotr
Fragmenty (jakiegoś*) wykładu C. C. na warsztatach Tensegrity …
Jako część wiedzy Don Juana, `Death Defier` był realnie istniejącym bytem, który po raz pierwszy pojawił się w 1725, on przyszedł do naguala Sebastiana, który był zakrystianinem w kościele w Tuli. Nagual mógł pracować w kościele i być tam bezpiecznym. Pod jego opieką były dzwony i reszta własności kościelnych. Pewnego dnia, stary Indianin podszedł do niego i powiedział: `Potrzebuję twojej energii, bo inaczej zadenuncjuję cię jako praktykującego czarną magię …`
Oczywiście, to zmusiło Sebastiana by go wysłuchał.
Indianin chciał energię tylko od naguala. My wszyscy mamy poniżej pępka pewne miejsce (`szpare`). My wszyscy umieramy z tego miejsca, to jest śmiertelne miejsce, dziura w ciele energii, od którego siła życia ucieka podczas zgonu. Nagual ma dwa razy więcej tej energii niż normalny człowiek, więc Indianin powiedział mu, że oddając mu jej minimalną ilość, nie zrobi mu to żadnej szkody.
Ten indianin, tak naprawdę był czarownikiem pochodzącym z czasów 7000 lat temu, on żyje do dzisiaj umieszczając swój punkt scalający w różnych jego pozycjach, dostając `hipotekę` na życie. Porusza swój punkt scalający do kluczowej pozycji, która daje mu jakość taką, jaką ma owad. On wtedy pobiera energię z brzucha naguala i dzięki pozycji punktu scalającego ma `pęcherzyk` do którego on przeciąga tę energię. Jego punkt scalający powraca wtedy do zwyczajnej pozycji, wtedy on staje się z powrotem taki jak każdy inny.
On nie potrzebował energii do 1725 roku. Przyczepił się do linii naguali właśnie wtedy. On dawał w zamian za energie od naguali, prezenty w postaci nowych pozycji punktu scalającego, oraz wiedze jak osiągnąć te nowe pozycje i co wtedy oczekiwać. Sebastian był nadzwyczajny, on otrzymał 8 nowych pozycji od `tego który sprzeciwił się śmierci`. Lujan dostał 52 pozycje! Ale to nie było dla Don Juana, on nie był zainteresowany prezentami od `tego który sprzeciwił się śmierci`, ani ja. Lecz on i tak zapukał do mnie i nic nie dało się na to poradzić. Przerażając mnie na śmierć, tak don Juan mówił.
Nie mogłem w to uwierzyć, gdy Don Juan mówił mi o istnieniu osoby sprzeciwiającej się śmierci. Kukurydza, która została znaleziona w Meksyku, która była datowana metodą węgla C-14 na 34,000 lat temu. Pierwszy migracja do Meksyku prawdopodobnie zdarzyła się jakieś 10,000 lat temu i byli to prości myśliwi, zbieracze. Ale don Juan powiedział, że nie była to prawda. Powiedział: `My obaj mamy drogi odmierzenia czasu; ty odmierzasz, … a ja o niego pytam.`
Pewnego dnia Don Juan powiedział mi, że zabiera mnie do `tego, który sprzeciwił się śmierci.` Żaden problem, wszystko to jest jedno wielkie wciskanie kitu – pomyślałem. Ale i tak mnie wziął. Przeraził mnie do szpiku kości. Spotkałem tego Indianina z nieziemskim akcentem. Akcent był położony na wszystkie niewłaściwe sylaby. Jeśli słowo miało akcent na pierwszej sylabie, to on kładł je na drugiej. Ale on robił to tak konsekwentnie, że przekonało mnie iż to było autentyczne.
Człowiek ten był chudy i żylasty. Skierował na mnie zwariowane spojrzenie i powiedział: `Moje oczy delektowały się hełmami Hiszpańskich konkwistadorów. Widziałem ich, jak oni się ruszali. Czułem ich niewygodę i czułem się jak oni, gdy szli spać w swych hełmach i zbrojach i czułem ich ból. Zobaczyłem niewiarygodne rzeczy. Czego chcesz?`
`Nic!` Odpowiedziałem.
`Ale mamy porozumienie. Z tobą, to będzie trudne, ponieważ ty jesteś ostatni…` Oczywiście, on jakoś wiedział, że miałem być ostatnim nagualem w tej linii, a jednak ja sam nie wiedziałem o tym wtedy. Spotkaliśmy się w pewnym mieście w Meksyku, to był sobota. Zjadłem z nim ser, to wydawało się bardzo normalne. Poszliśmy na spacer. Następna rzecz, o której wiedziałem i czekałem na nią, było to, że don Juan, obiecał przyjść po mnie. Nie miałem żadnego pojęcia co się zdarzy. Odszedłem z uczuciem, straszliwej starości, stęchlizny, życzliwości, obcości, w głębi przerażającej. Ta niesamowita nostalgia. To jest jakbym został zaangażowany w walkę, która nie miała końca. To był pierwszy raz gdy naprawdę uświadomiłem sobie, że były rzeczy bez końca …
Obudziłem się w szczególnym mieście. Tam była brukowana droga, która ukośnie przecinała w środku główna drogę `pierwszego biegu.` Pierwszą rzeczą, którą widzisz idąc w górę wzgórza są kapelusze meksykanów z drugiej strony. To było szczególne uczucie, `kinowe` jeśli chodzi o mnie. Tak, już to widziałem … ( Don Juan stwierdził, że miasto to, jest epicentrum `energetycznego splotu`.) Czekałem, na don Juana z tym uczuciem nostalgii, ale nie nad moim życiem albo przeszłością, to było obce. Bardzo stare, smutne, wciąż czarujące, nawiedzone. To nigdy mnie nie opuszcza, na zawsze pozostaję z tym uczuciem, niekończącej się walki, bez żadnej możliwości jej uśmierzenia. Don Juan powiedział, że to była trucizna, którą zostawił mi ten który sprzeciwił się śmierci. To było jak bycie pochyłym i skierowanym do wewnątrz, będąc gotowy, tak jak gdy coś przychodzi. Obce uczucie.
Następny razem odkryłem `tego który sprzeciwił się śmierci` prawie pod koniec życia Don Juana. W małym kościele w Tuli – spotkałem cudowną kobietę. Miałem dużego stracha i opory, don Juan musiał dosłownie siła zaciągnąć mnie do tego kościoła. Były tam dwie kobiety w pobliżu i 3 mężczyzn właśnie wychodzących z kościoła. Tych 3 facetów poszło w dół schodków, a dwie kobiety zostały wewnątrz. `Gdzie on jest ?` Zdumiony odezwałem się do don Juana gdy mężczyźni już wyszli.
Don Juan odpowiedział: `Kto ci powiedział, że ten który sprzeciwił się śmierci jest facetem?` Wskazał na kobietę w ostatniej ławce. Don Juan pokazał mi bym zrobił znak `krzyża` i nie robił sobie spektaklu w kościele. Kobieta obróciła się i uśmiechnęła. W tym momencie wybiegłem z kościoła, walcząc z atakiem astmy. Ostatnio miałem astmę kiedy byłem dzieckiem …
Don Juan spytał mnie: `Skąd ten strach?`
Moje nazwisko jest Carlos Arana ( ogłosił `Arana` ) i w portugalskim Arana znaczy `pająk`. Don Juan spytał: `Co jest nie tak, panie Pająk?` Gdy dochodziłem do siebie po częstoskurczu, (nieregularne bicie serca) który mnie dopadł. Wtedy dostałem jakiegoś obłędu i po prostu powiedziałem do don Juana: `OK, chodźmy.` I wróciłem do kościoła i usiadłem obok kobiety.
Ona miała szorstki głos, gdy pozdrowiła mnie trzymając moją rękę. `Lubię twoją energię…muy panie.` Ona pochwyciła mnie w sen o śnie – 9 dni mi zaginęło, chociaż wcześniej myślałem, że to miało miejsce jednego dnia. Don Juan powiedział mi, że przyszedłem zgodnie z porozumieniem, że nie byłem w pełni świadomy, iż byłem `w pełni dojrzały.`
`Ten który sprzeciwił się śmierci` jest tak prawdziwy jak ja, albo don Juan. Odmienną, dziwaczną, możliwością, która jest dostępna dla każdego z nas, jednak my nie bierzemy tego. Ludzkie nieznane jest tak daleko jak wszystko inne, ale to jest nadal w naszym królestwie rzeczy możliwych. Świetna rzecz! Kim my jesteśmy?!
Czy my jesteśmy tylko jakimiś podróżnikami złapanymi w jakiejś obrzydliwej pułapce? Być może. Dla mnie, dla osoby która widziała tego który sprzeciwił się śmierci i widziała don Juana jako nawigatorów. Nawiguję, więc kim jestem? Dlaczego akceptuję to co zostało złożone w moje ręce – gderając, na starość, niezadowolony, powtarzając się w kółko, z niekończącymi się żalami – żadnych decyzji, w ogóle.
`Zdecydowałem się przyjść na te warsztaty – choć to jest gówno warte – tak, wtedy jest tym.` To jest droga czarownika? `Och, ja nie zostałem indywidualnie potraktowany …` Ludzie przychodzą po raz pierwszy, mówiąc nam byśmy `przewietrzyli nasze pomieszczenia.` Mamy pozbyć się ego, mówię im, ale wtedy to jest, `Pieprz się`. Mamy być ostrzy jak brzytwa, najpierw jednak podejdź powoli, wtedy możesz skoczyć. Nie dawajcie mnie tego: `Ofiarowuję się dla twojej grupy, weź mnie, weź mnie, zrobię cokolwiek chcesz…` Mówię byś przestał być ego-maniakiem. `Och, tak bardzo jestem rozczarowany, Carlos … nie ma już pejotlu na pustyni?`
Ubiegłej nocy zaprosiłem cię, do zaznajomienia się z twoim `dziedzictwem` ( Pisma takie jak: Biblia, Jezus, Mahomet, etc.) i poszukiwania `mnie, mnie, mnie`. To jest człowiek rozmawiający z Bogiem. To nie może zostać uosobione. Minuta to jest, wstrzykiwanie `mnie` do tego: Gdzie jest niebo? Ludzkość do wieczności? Nie chcemy tego! Jakie jest tempo w niebie? Jestem w todze, idąc jak to … [idzie, morderczo zwalniając przez kilka kroków...]
Wtedy przychodzi ten który sprzeciwił się śmierci. Tym razem jako wybitny samiec. Nieorganiczne istoty też są niszczone przez flyers-ów. Nie ma niczego, czego by bardziej pragnęli ponad to, by połączyć się z nami. Ale jedyni wystarczająco odważni są czarownicy, jako istoty chcące podnosić swą świadomość. Ty poddajesz się temu, by dołączyć do ich królestwa i oni chwytają cię! Cóż jeszcze oni mogą zrobić, gdy nie mają sposobu by stać się dla nas rozpoznawalnymi. Jesteśmy systematycznie oddzielani od nieorganicznych istot przez flyers-ów.
Don Juan powiedział, że nieorganiczne istoty były niebezpieczne. Ten który sprzeciwia się śmierci został pochwycony przez nieorganiczne istoty, ale on akceptował zaproszenie. On spędził tysiące lat w ich świecie. Pewnego dnia ten ostateczny wojownik o wolność odkrył drogę ucieczki. Zamienić się w kobietę! Jest to łatwe dla czarownika. Kobieta ma swój punkt scalający z jego `świecącą` stroną zwróconą do wewnątrz, a mężczyzna ma punkt scalający z jego `świecącą` stroną zwróconą na zewnątrz. Wszystko co potrzebne jest do zrobienia, to obrócić swój punkt scalający w drugą `stronę` i wtedy twoje całe ciało obraca się w coś innego. To nie jest jedynie iluzja. Jako kobieta nieorganiczne istoty nie wiedziały, że on nawet istniał i on zwyczajnie wymknął się bez uprzedzenia. Zawierając umowę z nieorganicznymi istotami, on zgubił swe możliwości. Ale teraz jest kaput. Jestem ostatnim z linii, no i co `ten który sprzeciwia się śmierci zrobi?` On będzie chodził za mną, bo jestem jego ostatnią szansą. To daje mi gęsie grzmotnięcie. Nieskończenie ekscytujące …
Tak, ten który sprzeciwił się śmierci uciekł dwa razy! Pierwszy raz samej śmierci, uciekając do nieorganicznego świata. Staję się emocjonalny. Co za piękno i elegancja. On wybrał nieludzki byt, ale jest to nadal byt, który zmierza ku śmierci. On zna tylko walkę, to jest opowieść, ale NIE historia. On jest w każdym z nas, jednak podnosi swe pragnienie wolności. Nie wydaje mi się by `ten który sprzeciwia się śmierci` naprawdę wiedział czym jest wolność, ale co z tego? On zmierza do czegoś nie zdefiniowanego.
Właśnie dlatego spróbuję wymknąć się poza tym. [Mówił o `tym który sprzeciwił się śmierci.`] Zapłakałbym jak imbecyl. Nie ośmielaj się uwierzyć, że zrobiłbym…
* Dostałem ten tekst mailem, jest to fragment większego wykładu C. C. Otrzymałem go bez żadnych dodatkowych informacji, w takiej formie jak widać poniżej, nie wiem `dlaczego` … wiem jedynie, że zawarta jest tu pewna informacja, która może być kiedyś istotna…
Przekład P. F.
———————–
CARLOS CASTENADA AND THE DEATH DEFIER
Abridged From A Tensegrity Lecture
As part of don Juan’s lore, the `Death Defier` was/is an entity who appeared in 1725, who went to see the nagual Sebastian, who was a sexton for a church in Tula. The nagual could work in the church and was safe there. He took care of bells, and other property at the church. One day an old indian came to him and said, `I need your energy, or else I will denounce you as a practitioner of the black arts…`
Of course with this, Sebastian was compelled to listen.
The indian wanted energy from only the nagual. We all have an umbilical, the belly button (`the gap`). We all die from here, it’s a deadly place, a hole in the energy body from which life force escapes upon death. A nagual has twice the energy of a normal man, so the indian said that to give a minimal amount would do him no harm.
This indian was actually a sorcerer from 7000 years ago, he lives today by placing his assemblage point on different points, getting a `mortgage` on life. He moves his assemblage point to a key position, which gives him an insect-like quality. He then draws energy from the belly-button of the nagual, and has a `sac` into which he pulls this energy. His assemblage point then returns to the habitual position, then he’s like everyone else.
He didn’t need energy until 1725. Then, he became fixed to the lineage. He gave in exchange for the nagual’s energy, gifts of positions of the assemblage point. Knowledge about how to attain these new positions, and what to expect. Sebastion was extraordinary. He received 8 new positions from this `death defier`. Lujan got 52 positions! But this was not for don Juan, he was not interested in the death defier’s gifts, nor was I. But he tapped me, he couldn’t help it. Munched me to death, don Juan said.
I was willing to half-believe what don Juan was saying about the existance of the death defier. Corn was found in Mexico which was carbon-14 dated to 34,000 years ago. The first migration into Mexico suposedly happened only 10,000 years ago, and were simple hunter/gatherers. But don Juan said this was not true. He said, `we both have ways of measuring time; you measure, while I…ask.`
One day don Juan said he’d take me to see the death defier. No problem, it’s all horshshit, I thought. So he took me. Scared the living daylights out of me. I met this Indian with the weirdest accent. The accent was on all the wrong syllables. If a word had the accent on the first syllable, he’d put it on the second. But he did it so consistently as to convince me it was genuine.
The man was thin, wiry. He drove me nuts talking like that. He told me, `My eyes have feasted themselves on the helmets of the Spanish conquerors. I saw them, how they moved. I felt their discomfort, and felt how they had to sleep with their helmets and armor on, I felt their pain. I’ve seen incredible things. What do you want?`
`Nothing!`, I replied.
`But we have an agreement. With you, it will be difficult, for you are the last…` Of course, he somehow knew I was to be the last nagual in this line, yet I myself didn’t know it at the time. We met in a town in Mexico, it was a Saturday. I ate cheese with him, it seemed very normal. We took a walk. The next thing I knew I was waiting for don Juan to pick me up, and I’d had no idea what had transpired. I left with a sensation, tremendously old, musty, kind, foreign, unthreatening. This weird nostalgia. It’s been as if I’d been involved in a fight that had no end. This is the first time I truly realized that there were things with no end…
I woke up in a peculiar town. There was a paved road, which sloped high in the middle, a `1st gear` road. The first thing you see walking up this hill is the hats of the mexicans on the other side. It was a peculiar sensation, a `cinematic` one for me. So, I was watching that… (By the way, don Juan found this town to be the epicenter of `energetic convolutions`.) I was waiting for don Juan with this sensation of nostalgia, but not for my life or past, it was foreign. So old, sad, yet charming, haunting. It’s never left me, I’m always playing with that sensation, the neverending fight, with no possibility of looking for a lull. don Juan said it was poison that the death defier left me. It was like being prone, being ready, as if something is coming. A foreign
feeling.
The next time I found the death defier, was at nearly the end of don Juan’s life. A small church in Tula – met a gorgeous woman. I had much fear at the prospect, don Juan had to literally drag me to the church. There were two women nearby, with 3 men coming out from the church. The 3 men went down the stairs, and the two women went inside. `Where is he`, I wondered to don Juan, `the men left.`
Don Juan responded, `Who told you that the death defier is a man?` He pointed to the woman in the last pew. don Juan emplored me to `cross` myself, to observe the customs, and not to make a spectacle. The woman turned and smiled. At this point I ran out of the church, falling prey to a bout of asthma. I’d had asthma when I was a child…
Don Juan asked me, `why this fear?`
My family name is Carlos Arana (pronounced `Arania`), and in portugese, Arana means `spider`. don Juan asked, `What’s wrong, Mr. Spider?` The more I walked away, the more tachycardia (irregular heartbeat condition) acted up. Then I got insane and simply said to don Juan, `OK, lets go`, and went back to the church and sat next to the woman.
She had a raspy voice, as she greeted me and held my hand, `I like your energy…muy bien.` She took me to dreams upon dreams – 9 days I was lost, although I thought it was one. don Juan told me that I’d came to agreements that I’d not be aware of until I was `fully grown`.
The death defier is as real as me or don Juan. A different, but bizarre possibility which is available to us all, not that we’ll take it. The human unknown is as far away as anything, but it’s still within our realm of possibilities. Wow! Who are we?!
Are we just some travellers caught in some disgusting trap? Maybe. For me, I saw the death defier and don Juan as navigators. I navigate, therefore who are we? Why accept what’s been handed down–nagging, senility, discontentment, repetitiveness, with endless regrets–no desicions whatsoever.
`I decided to come to this seminar–if it’s chicken-shit, then so be it.` That’s the sorcerer’s way. `Oh, I didn’t get personal treatment…` People come, at the first twist, they tell us to go `blow our barracks`. We’ve got to get rid of the ego, I say, but then it’s, `Fuck you`. We’ve got to be as sharp as a razor, go slowly at first, then you can jump. Don’t give me this, `I volunteer for your group, take me, take me, I’ll do whatever you want…` Stop being an egomaniac, I say. `Oh, I’m so disappointed, Carlos…no peyote in the desert?`
Last night I invited for you to read up on your `heritage` (writings of the Bible, Jesus, Mohammed, etc), and look for the `me, me me`. It’s a man talking for God. It can’t be personalized. The minute it is, we inject `me` into it What is heaven? Humanness for eternity? We don’t want it! What is the Pace of heaven? I’m in a toga, walking like this [walks torturously slow for several steps]…
Then comes the death defier. An outstanding male of his time. The inorganic beings are also blasted by flyers. There’s nothing they’d like to do more than to unite with us. But the only ones brave enough are the sorcerers, as beings wanting to enhance their awareness. You profess to be who you are in their realm, and they grab you! How else would they do it, as they have no way of making themselves known. We are being systematically separated [from the inorganic beings] by the flyers.
don Juan said that the inorganic beings were dangerous. The death defier got grabbed by the inorganic beings, but he accepted the bidding. He spent thousands of years in that world. One day this ultimate freedom fighter discovered the way to escape. Turn into a woman! This is simple for a sorcerer. A woman has her assemblage point with its `shiny` side facing inward, while a man’s assemblage point has its shiny side facing out. All one needs to do is to turn the assemblage point around, and your whole body turns into something else. It’s not merely an illusion. As a woman the inorganic beings didn’t know he existed, and he simply slipped by without notice. In making a deal with the inorganic beings, he lost his possibilities. But now hes’ caput. I’m the last of the line, so what will the death defier do? He’ll go with me, I’m his last chance. It gives me the goose bumps. Infinitely more exciting…
So, this death defier has escaped twice! First death itself, then the inorganic being world. I get emotional. What beauty/elegance. He chose not to be human, but is still a being who’s going to die. He knows only fighting, it’s a story, but NOT a history. He’s everyone of us, but enhanced by his thirst for freedom. I don’t think the death defier truly knows what freedom is, but so what? He goes to something not defined.
That’s why I try to sneak out of it [talking about the death defier]. I would weep like an imbecile. Don’t you dare believe that I wouldn’t…
END
Wczytuje ...