Tales from the Jungle – Carlos Castaneda
15 maj 2007 napisał Lagarto
Jakiś czas temu wspominałem o tym, że BBC 4 nakręciło serię składającą się z trzech filmów pt: “Tales from the Jungle”, gdzie oprócz Carlosa Castanedy opisano historie Margaret Mead oraz Bronisława Malinowskiego. Mnie interesowała głównie postać CC i tą właśnie część serii obejrzałem :) Prawie godzinny film zapowiadał się, iż będzie lepszy niż “Enigma of a Sorcerer” jeśli można tak to ująć. Okazało się, niestety po raz kolejny, że o wiele ciekawszym tematem jest rozkmina pt: “Czy CC wymyślił Don Juana” :] Oczywiście oddaje na plus to iż wiele wypowiedzi było dosyć obiektywnych itd., ale całość… miała jakby charakter ukazania “prawdy” jak w jakimś filmie śledczym ;] Idea dość górnolotna, ale co z tego wyszło ? Hm… Obdzieranie rzeczy z magii to jedna z ulubionych zabaw ludzi próbujących przyciągnąć czyjąś uwagę :] Dziwna trochę zabawa pokazująca, że tak naprawdę gdy zajrzeć pod pierwszą warstwę obrazu, zdrapując ją, zobaczysz, że jest tam coś zgoła innego… Tylko kto tu się naprawdę śmieje ? ;] To co zobaczysz to tylko kolejna jedna z wielu warstwa, a patrząc na nią okiem “obdartym” z magii, magii nie dostrzeżesz nawet pod dziesiątą czy nawet i setną warstwą :) Ogólnie więc film opowiada historię o ludziach i ich małych opiekunach “latawcach” ;) którzy szepczą im do ucha: “hej, sam zobacz, że nie warto… no zobacz, że to tylko człowiek i ma takie same problemy jak Ty… odpuść sobie… wolność to tylko fantazje pisarskie. Wracaj do swojego świata problemów, które masz jak i każdy inny, ot taki los ludzki. I podaj browarka to cię odpręży i pozwoli choć na chwilę zapomnieć…” ;P I człowiek przytaknął na ową podpowiedź, choć może to latawiec przytaknął sobie samemu… :] Morał filmu…? Można by rzec, że to istny krzyk latawca. Nie ma nadziei, że jest coś więcej, więc nie ma sensu szukać, bo wszystkie drogi i tak prowadzą donikąd, a my ? Zagubione robaczki, które przez przypadek w drodze ewolucji dostały w prezencie coś takiego jak świadomość :] W celach poglądowych zawsze można zobaczyć, choć mnie osobiście, osobiste historie nie interesują :)
Kto chce obejrzeć niech poszuka na youtube.com i wyrobi sobie swoje zdanie :) 
Wczytuje ...
Słuchaj, jeśli uważasz ten film za “krzyk latawca” mający doprowadzić do odciągnięcia ludzi od zbawczej drogi jaką wskazał Carlos C., to myślę, że ci z lekka odbiło i twoja jaźń stoi na w strefie fantazji.
A załóż, że don Juan i Castaneda to taki sam matrix jak reszta cudownych teorii i dróg. Boisz się? Poczujesz się zagubiony, bez sensu w życiu?
Czy to jest przebudzenie i rzeczywistość? Czytanie książek, które mają dać przyjemną otulinkę dla skołatanej świadomości?
Momento… a gdzie ja napisałem, że CC pokazuje ludziom zbawczą drogę…? On co najwyżej opisał pewną drogę, którą tylko co poniektórzy dostrzegli, zrozumieli i poczuli… i to oni mogą ewentualnie dostrzec owy krzyk. Dla innych może to być zwykły bełkot, tak więc jeśli chodzi o to czy mi odbiło, to myślę, że to całkiem możliwe ;) z tą tylko różnicą, że moja jaźń stoi w strefie reala i czystej praktyczności :)
A gdzie znów napisałem, że nie zakładam takiej możliwości…? Każdy ma swoją ścieżkę, tyle że ani lepszą ani gorszą, bo niby od czego…? od Twojego lub mojego punktu widzenia lub światopoglądu ? Ta ścieżka widać nie należy do Ciebie, a z tonu jaki od Ciebie wyczuwam przypuszczam, że ową cudowną resztę teorii i dróg mógłbyś podobnie skrytykować, no może oprócz swojej… Oczywiście mogę się mylić… Nie jestem nieomylny. Jaka jest więc Twoja ścieżka Drakenas ?
Hm… a skąd te pytania wogóle…? :) Nie traktuj tego zbyt osobiście, ale to zabrzmiało w moich uszach trochę jakbyś mówił…: “Boje się, jestem zagubiony, a życie jest bez sensu…” Ja akurat potrafię sobie w życiu poradzić i z pewnością nie jestem w nim zagubiony :) To nie miejsce jednak na opisywanie swojej osobistej historii.
Oczywiście można nie czytać książek wogóle. Niektórzy tego nie potrzebują… i czują się szczęśliwi. Do innych wiedza przychodzi inną drogą, czasem przez media takie film czy internet, a czasem przez żywy kontakt z innymi ludźmi. Inni jeszcze uważają siebie za źródło wiedzy, ale to osobny rozdział. Każdy rodzaj wiedzy jest dobry, ani lepszy ani gorszy. W końcu pomimo tego, że wszyscy jesteśmy tacy sami to paradoksalnie każdy jest inny i do każdego z nas pewien rodzaj wiedzy trafia lepiej lub gorzej. No tak czy inaczej czytanie książek takich czy innych dać Ci może co najwyżej zrozumienie, ale to jednak za mało. Zawsze potrzebna jest jeszcze praktyka. Bez niej jesteś tylko teoretykiem i niczym więcej. Tym się właśnie teoria od drogi różni. Praktyką. A owa otulinka jak ją nazwałeś to świat, który Cię otacza. Świat, który bywa drapieżny, a w którym musisz żyć i w którym kiedyś umrzesz. I możesz w nim żyć lub też przeżyć go naprawdę, a nie tylko przetrwać. I o tym traktuje praktycznie cała wiedza CC. Wiedza wychodząca spomiędzy wierszy, a nie wprost. Jednak, żeby o tym wiedzieć trzeba wszystkie jego książki najpierw chociaż przeczytać i zrozumieć, a później coś na ten temat się wypowiadać. Nie zakładam oczywiście, że ich nie czytałeś, ale z tego co napisałeś, bez urazy, taki właśnie wniosek można by wysnuć… Przeczytanie jednej czy też dwóch książek Castanedy też nie pozwoli Ci zrozumieć za wiele, chociaż… (no mi nie dało). Do dziś wiele osób na całym świecie ma wyrobioną opinie o CC tylko na podstawie jego pierwszej książki i tylko z tej wiedzy czerpią oni swoje zdanie o nim i o wiedzy jaką niby próbował przekazać. Nie byłbyś więc ani pierwszym ani pewno i ostatnim tego typu ludkiem, bo ludzie nie raz pokazywali jak to lubią wypowiadać się o czymś o czym niewiele wiedzą… Na szczęście dostrzegam ciągły wzrost empatii wśród ludzi na różnych płaszczyznach oraz prawdziwą chęć poznawania przez nich różnych punktów widzenia, czego Drakenas jesteś być może dobrym przykładem, bo przyciągnęła Cie tu jak mniemam właśnie owa ciekawość… :) Po co i dlaczego – na te pytania musisz sobie już sam odpowiedzieć.
witam, choc tekst dosc stary bo z 2007 pozwole sobie wtrącic conieco. Sledze zarowno stronki jak i materialy odnosnie CC jak i przeczytalam jego ksiazki i jego wspolniczek. To tak na marginesie. Nie wykazuje sie jakąs szcególna wiedza w tym zakresie, choc temat mnie interesuje od wielu lat i swoim tempem go poszerzam. Odnosnie wszelkich komentarzy i filmow, mysle, ze jak zawsze pojawiają sie 2-3 obozy. Jeden zwolennikow i praktykow, drugi przeciwnikow a trzeci – biernych obserwatorow – ciekawskich albo niezainteresowanych. Zauwazylam ze podobnie jak z wiekszoscią magii wyniesionych w duzej mierze dzieki internernetowi na swiatlo dzienne zaczyna sie po pewnym czasie nagonka przeciwnikow nA ZWOLENNIKOW. Podobnie zreszta sie dzieje we wszystkich religiach gdzie jest swoj i wrog. Zauwazam ze jesli ludzie znajdują sobie jakąs pasję czy alternatywe dla wierzeń lub rozszerzają pole to staja sie obiektem zarzutow ze “boją sie ze zostaną sami” “uciekaa od rzeczywistosci” ” kreują siebie” itd… Jest to taka sama reakcja na wszystkie nowe teorie i sposoby zycia wymyslone po chrzescijanstwie. Najczesciej sprowadzone z pozostalych kontynentow. Tak sie niestety dzieje z każda nową myslą. Przyczynę odnajduję w tym ze ludzie , ktorzy to piszą sami czują się oszykani, samotni i boją sie rzeczywistosci jednak uwazają ze ich swiatopoglad jest jedyny i najwazniejszy. Moze troche wyolbrzymiam ale tak to mniej wiecej wyglada. Nie widza tego ze ich wlasne teorie czy swiatopoglad byly kiedys “czyjes”, obce i nowe.Tak sie zycie uklada ze po jednych odkryciach nastepują inne aa po jednych religiach drugie i nic tego nie zmieni. Pozdrawiam